Droga do La Caridad była długa i mocno urocza. Widoki, że ech, serce szersze. Rano szedłem z Hiszpanem z okolic Valencji. Był zachwycony del Norte, bo u nich wszystko spalone słońcem na popiół.
Ze znajomych z Cadavedo i Luarka tylko Staszek i Taka dotarli do La Caridad. Alberga ładna. Dużo Niemców. Sympatyczny Pan, który szedł z Wiednia. Zakupy w markecie. Śmieszny hospilalero. To był bogaty dzień, ale dziś już nie mam siły pisać, polecam jak zawsze lekturę książki.
———————————
Całość relacji w książce dostępnej w wydawnictwie Gaudium:


