95 dnia szlak odszedł od wybrzeża Atlantyku i poprowadził nieco w głąb lądu. I znów to del Norte prawie 1700 metrów podejść w górę i ponad 1500 metrów w dół.
Zostawiłem ocean, ale zyskałem sporo znajomych. Dwie milczące dziewczyny, które widziałem przed albergą w Zarautz, okazały się Czeszkami! Jana i Jana 🙂 Obie studentki. Jedna studiowała coś humanistycznego czy artystycznego a druga fizykę. Pogadaliśmy o cząstkach elementarnych 🙂 Wspaniałe dziewczyny.
Poznałem też dość niezwykłej urody młodą Francuzkę. Emillie wybrała łóżko nade mną. Zaproponowałem pół melona. Nie chciała, ale jako to kobieta, potem zmieniła zdanie.
Z Manuelą, Rumunką mniej więcej w moim wieku jadłem obiad i ucieliśmy sobie dłuższą pogawędkę. Kurcze – dzielna kobieta. Z Irun do San Sebastian szła nocą wzdłuż drogi dla samochodów. Niesamowite.
Ale to wszystko nic. Gdy wszedłem wieczorem do ogólnej sali pełniącej rolę jadalni, w niej tłum. Po mojej lewej stronie na krześle cud dziewczyna. Siadłem sobie obok. Nagle słyszę: – Jesteś z Polski? Potem Czeszki zapronowały mi piwo, a Emillie przyniosła kubek z winem i w ogóle… to sobie w książce możecie poczytać bo ech… Dzień to był ciekawy
———————————
Całość relacji w książce
