57 dzień mojego Camino, to był jeden z tych dni, gdy szedłem bez żadnych zabezpieczeń. Nie wiedziałem, czy będzie jakieś miejsce do spania i tak dalej. Mijałem po drodze wiejskie kościółki. Zaglądałem do nich, stąd jest kilka zdjęć witraży, które jakoś mnie ujęły – sorry za ostrość, która nie zawsze jest dobra. Jest też zdjęcie mostu – kolejnego, jak dla mnie – symbolu Francji.
W miasteczku, w którym chciałem zostać, nie znalazłem noclegu, spać poszedłem kilka kilometrów dalej na trawie w ogrodzie jakiejś pani, która wyjechała. W nocy zbudziłem się z zimna. I ach… nareszcie, po tylu latach… – Droga mleczna nade mną. (reszta w książce)
Całość relacji w książce
