51 dnia przeszedłem przez 3 kraje, z Niemiec, do Luksemburga, a następnie do Francji. Szedłem przez Schengen, to małe miasteczko na zdjęciu poniżej, od którego nazwy wzięła się możliwość wolnego podróżowania po Europie. Wiwat Schengen! Było 39 w cieniu. Dostałem pewnych przypadłości, bo po czereśniach najadłem się tłustego salami i popiłem dużą ilością wody mineralnej. Wycieńczony i odwodniony doszedłem do Koenigsmacker we Francji, do parafii, której proboszczem był polski ksiądz. Zamknięte. Ok 21 ruszyłem dalej. Noc, brak sił, brak noclegu. Położyłem się na ściernisku obok drogi. Ruch powoli się uspokajał.
Całość relacji w książce
