Dla ateistów (i wierzących:), argumenty za wiarą lub jej odrzuceniem

Dla ateistów (i wierzących:), argumenty za wiarą lub jej odrzuceniem

 

1. Ateizm jest wiarą. Jest wyborem apriorycznym, tak samo jak wiara w Boga. Choć dla obu postaw istnieją przesłanki i argumenty, to brak rozstrzygających dowodów, implikuje wiarę. To na kanwie tekstu „O ateistach„.

2. Ateizm współczesny ma korzenie w oświeceniu. Stąd zawiera w sobie „pretensję” – nieuzasadnione przekonanie – że jest postawą naukową lub wynikającą z nauki. Eksplozja wiedzy o mechanizmach rzeczywistości, jaka miała miejsce wraz z oświeceniem, sprawiła, iż ludzie uwierzyli, że ostateczna wiedza o świecie jest kwestią czasu i stosowania metody naukowej. „Demon Maxwella” jest właśnie przejawem tego przekonania. Dopiero po długim czasie, okazało się, że nie dość, że nauka nie potrafi nic powiedzieć na temat świadomości i Boga, to nie potrafi nawet wyjaśnić ruchów większości obserwowanych ciał niebieskich. Gdy idzie o ruchy planet układu słonecznego idzie dobrze. Ale już dalej, nie wie, dlaczego galaktyki itd. poruszają się tak, a nie inaczej. Nauka nie wie nic, na temat powstania świata. Nie wie nic, na temat powstania życia. Nie wie nic, na temat powstania i istnienia świadomości. Ateizm, poprzez swoją wiarę w nieistnienie Boga, jest poglądem anty-naukowym, bo nauka nie formułuje wniosku, że Boga nie ma, sama zaś, jak wspomniano, jest niezdolna do wyjaśnienia świata ani rzeczywistości, choć wyjaśnia dobrze część jej istniejących mechanizmów.

3. Ludzie propagujący ateizm są nierzetelni. Pomijają oni zazwyczaj dwie wcześniejsze oczywistości, manipulacyjnie podpowiadając ludziom, że ateizm nie opiera się na wierze oraz że jest poglądem naukowym lub mającym oparcie w nauce. Posługują się także ci apostołowie ateizmu, już jawnie trywialnymi manipulacjami intelektualnymi, takimi jak powtarzany miliony razy argument, że brak wiary w Boga jest równie naturalny jak brak wiary w krasnoludki, bo dla obu przypadków, nie mamy dowodów istnienia tego, w co wierzymy. Jest zdumiewające i budzące zażenowanie, że takie tępe manipulacje, znajdują zrozumienie i są powtarzane przez dorosłych i światłych ludzi, jako ich argumenty za ateizmem. Dowodzi to prawdziwości pkt. 1, a mianowicie tego, że ateizm jest aprioryczną wiarą à rebours, która szuka, dość rozpaczliwie, czegokolwiek, co mogłoby tę wiarę uzasadnić.

4. Mylnie podkreślają ateiści, że przekonaniem wiary (chrześcijańskiej) jest to, że Bóg w nagrodę za postępowanie wg. rad księży da człowiekowi życie po śmierci. Wiara wyraża przekonanie, że każdy człowiek będzie żył po śmierci, niezależnie od tego, jak żył. I zbrodniarz i święty, będą żyć po śmierci. To jest właśnie przekonanie wiary chrześcijańskiej. Rozróżnienie następuje co do tego, jak owo istnienie po śmierci będzie wyglądać.

5. Pomiędzy ateizmem a wiarą chrześcijańską istnieje kilka stopni lub poziomów. Pierwszy jest taki, że uznaje się istnienie rzeczywistości pozazmysłowej i pozamaterialnej. W oczywisty sposób, taką rzeczywistość uznają za realną wszystkie religie jakoś odwołujące się do Boga. Ale nawet chiński konfucjanizm, operuje pojęciem swoiście rozumianego Nieba, będącego jednak całkowicie poza materialnym i zmysłowo doświadczalnym światem. Niektóre nurty hinduizmu, wraz z nieco strywializowaną na zachodzie praktyką medytacji transcendentalnej, w jasny sposób wyrażają przekonanie o istnieniu realnym rzeczywistości pozazmysłowej i pozamaterialnej. Buddyzm nie wyznający wiary w żadnego Boga, jasno formułuje przekonanie, że istnieje inna, pozamaterialna i pozazmysłowa, rzeczywistość.

Następnym poziomem jest przekonanie, że świadomość w jakiś sposób i w jakiejś formie istnieje po rozkładzie ciała fizycznego człowieka. To przekonanie również znajduje odbicie w wielu religiach w tym takich, które nie uznają istnienia Boga.

Kolejnym przekonaniem jest, że istnieje Bóg, przynajmniej w sensie przyczyny, siły, czegoś, co utrzymuje całą postrzeganą przez nas rzeczywistość, a nie będącego elementem tej rzeczywistości.

Dalej jest chrześcijaństwo, wg. którego Bóg jest miłością, narodził się jako człowiek i poświęcił swoje życie dla ludzi.

6. Z punktu widzenia wiary, życie obecne, takie jak go doświadczamy, jest podobne do etapu życia kurczęcia w jajku albo człowieka w łonie matki. Mamy pewien zestaw „wrażeń” i „interakcji”. W trakcie tego życia się rozwijamy i zmieniamy. Potem jednak przyjdzie moment pęknięcia skorupki, porodu, i… zostawimy wszystko co znaliśmy nieodwołalnie za sobą, i… wszystko będzie inne i nowe. I my też będziemy inni, ale… ewentualne nasze błędy i wady, przeniosą się i będą z nami już zawsze. Nie uciekniemy od nich, bo „okres rozwojowy” się skończył.

7. W przekonaniu chrześcijaństwa, wiara w Boga nie zbawia człowieka. Nie chodzi o to wcale, żeby uwierzyć, w tym sensie, że uznać prawdziwym, iż Bóg naprawdę jest. Raz jeszcze – to nie zbawia. Niestety nacisk i powszechny przekaz nauczających o religii, idzie właśnie w tym kierunku, straszenie piekłem w przypadku braku uwierzenia. „I złe duchy wierzą. I drżą” – czytamy w liście św. Jakuba. Zbawia nie wiara, tylko oparta na wierze miłość. Miłość do Boga, miłość do ludzi, miłość do siebie.

Istnieje tu spora trudność percepcyjna, bowiem słowo miłość zostało skojarzone przez biznes medialny z zachowaniami seksualnymi albo romantycznymi, w których owszem może się ono wyrażać, ale nie są one wcale jego istotą czy niezbędnym przejawem. Od zawsze najpowszechniej występującą relacją miłości między ludźmi, nie jest seks, ale to, co łączy rodziców i ich dzieci. Miłość to troska i pragnienie istnienia, współistnienia i dobra drugiej osoby. W życiu zwyczajnym przejawia się jako szacunek, kultura, rzetelność, uprzejmość i – można tu powtórzyć – jakaś forma troski o dobro innych. Nie są oni, w ramach miłości, obojętni.

„Praktykowanie miłości” zapewnia prawidłowy rozwój człowieka w etapie doczesności i jego „powodzenie” (niebo) w etapie istnienia świadomości po wyjściu z obecnej rzeczywistości. Brak praktykowania miłości, prowadzi do wytworzenia głębokich „wad rozwojowych” w znaczeniu duchowym i strasznego położenia później, gdy zostawimy za sobą obecną rzeczywistość.

8. Istnieją silne argumenty za wiarą w Boga jak i za jej odrzuceniem.

8.1. Za odrzuceniem wiary w Boga przemawiają:

a) zachowania i postępowanie tych, co się określają jako ludzie wiary, ludzie wierzący: nieetyczność, grzeszność, napastliwość, buta, agresja, potępianie itd.

b) większa wolność, a w zasadzie dowolność, w dokonywanych wyborach, decyzjach, działaniach itd.

c) tendencja do „bycia bogiem”, tj. poddania swojej kontroli innych ludzi oraz świata

d) fragmenty „pism świętych” w tym Biblii, które znajdują się w konflikcie z faktami, rozumem, rzeczywistością lub etyką. Tu można rozumieć to zjawisko jako pewien sposób „budzenia się” świadomości religijnej, więc na pewnym etapie operującej elementami dalekimi od tych z dziedziny późniejszej

e) obraz Boga, jaki jest prezentowany przez „krzewicieli wiary’. Warto tu sobie zdać sprawę z tego, że Pan Jezus nie został zamordowany przez ateistów – w sensie sprawstwa – tylko przez właśnie krzewicieli wiary, przez kapłanów. To ludzie religijni i wierzący zamordowali Boga, bo im nie pasował do ich Jego obrazu i do ich obrazu rzeczywistości. Więc pytanie w jaki „obraz Boga” wypada wierzyć jest fundamentalne, bo jakimś „obrazem” człowiek zawsze się będzie posługiwał np. (Jestem Bogiem zazdrosnym i mściwym„)

f) cierpienie niewinnych, w tym szczególnie dzieci

8.2. Za wiarą w Boga przemawiają:

a) niewyjaśnialność rzeczywistości, życia i świadomości, w zakresie ich przyczyn; kłania się tu nawet z naukowego punktu widzenia przekonanie o istnieniu „powodu” i „przyczyny” dla obserwowanej przez nas rzeczywistości, a więc uznanie jej transcendencji, tj możliwego istnienia „poza”. Wypada tu raz jeszcze przytoczyć jednego z największych fizyków i naukowców wszechczasów Maxa Plancka:

„Als Physiker, der sein ganzes Leben der nüchternen Wissenschaft, der Erforschung der Materie widmete, bin ich sicher von dem Ver-dacht frei, für einen Schwarmgeist gehalten zu werden. Und so sage ich nach meinen Erforschungen des Atoms dieses: Es gibt keine Mate-rie an sich. Alle Materie entsteht und besteht nur durch eine Kraft, welche die Atomteilchen in Schwingung bringt und sie zum winzigsten Sonnensystem des Alls zusammenhält. Da es im ganzen Weltall aber weder eine intelligente Kraft noch eine ewige Kraft gibt – es ist der Menschheit nicht gelungen, das heißersehnte Perpetuum mobile zu er-finden – so müssen wir hinter dieser Kraft einen bewußten intelligen-ten Geist annehmen. Dieser Geist ist der Urgrund aller Materie”

Tłumaczenie na polski:

„Jako Badacz Natury, który poświęcił swe całe życie trzeźwej nauce, badaniom nad materią, niewątpliwie jestem wolny od podejrzeń, iż fantazjuję. Stąd powiem, na kanwie moich badań nad atomem, co następuje: materii jako takiej nie ma. Cała materia może zaistnieć i istnieć tylko dzięki tej sile, która wprawia w drgania cząstki atomów, co spaja je w najmniejsze systemy słoneczne Wszechświata. Skoro w całym Wszechświecie nie ma inteligentnej ani wiecznotrwałej siły — mimo gorączkowego poszukiwania nie udało się ludzkości wynaleźć perpetuum mobile — zatem musimy założyć, że za tą siłą stoi świadomy i inteligentny Duch. Ów Duch jest przyczyną sprawczą całej materii.”

b) miłość. Odbieramy stan miłości, kochania i bycia kochanym, jako w jakimś sensie dla nas naturalny, nam pisany, „przyrodzony”. Do kochania człowieka, nie potrzeba wiary w Boga. Ale Bóg, który jest miłością, wydaje się najbliższy intuicyjnemu i racjonalnemu oglądowi spraw. Bo miłość CHCE ISTNIENIA. Miłość jest twórcza i stwórcza. Miłość jest antytezą boga współczesności, a więc egoizmu i będącego jego złowrogim przejawem narcyzmu, jawnego lub skrywanego. Ktoś pozostający w Miłości, nigdy nie żyje dla siebie, ani nie dba jedynie o siebie z pominięciem dobra innych. W jakieś mierze my jesteśmy zbudowani z miłości, bo żadna zdrowa komórka ludzka nie żyje tylko DLA SIEBIE. Każda żyje dla siebie, ale i dla innych. Miłość jest istotą, osnową, tkaniną życia i rzeczywistości. Wyrastająca z niej empatia lub jej brak, decydują o tym, czy ktoś jest normalny, święty, czy jest zły lub jest zbrodniarzem.

c) sens. W świetle wiary w Boga, wszystko ma pewien sens, choć może nie taki, jak to potocznie sobie człowiek wyobraża.

d) życie, czyny i ofiara Jezusa z Nazaretu. Są dwie możliwości. Zapisane i podawane w Ewangeliach zdarzenia nie miały miejsca, całość została wymyślona i jest kłamstwem albo Jezus chodził po wodzie, wskrzeszał umarłych, umarł ukrzyżowany i zmartwychwstał. Albo albo. Wydaje się na zdrowy rozum, że tego typu mistyfikacja i kłamstwo, jest arcy-mało prawdopodobne. Realne, zdroworozsądkowe podejście podpowiada, że tak właśnie było. Jezus mówił, że jest chlebem, który zstąpił z Nieba, że jest synem Boga. Można wierzyć, że tak mówił lub nie. Można uważać, że był niepoczytalnym wariatem lub że to wszystko wyssane z brudnego palca. Cała historia, wedle uczciwego podejścia, jest jednak bardzo wiarygodna i wszystko wskazuje na to, że prawdziwa.

e) transcendencja. Ponieważ Bóg istnieje, istnieje wszystko poza, poza naszym życiem, poza nami samymi, poza każdym naszym doświadczeniem. Owo POZA, jest także często odczuwane i przeczuwane na jakimś poziomie przez ludzi. „POZA” rozszerza nasz świat. Właśnie przez swoje istnienie czyni go bardziej ludzkim, a człowieka, jako właśnie tego, zdolnego do przekraczania tej rzeczywistości do „POZA”, jako wyjątkowego, bo nie tylko ze świata fizycznego wziętego.

f) relacje i zachowania społeczne. Jakkolwiek w imię religii dokonano wielu zbrodni, to jednak w większości religia była tu tylko pretekstem, wymówką itd. W pozostałej mniejszej części była jakąś formą błędu. Główne jednak mechanizmy zachowań ludzi sprowadzają się do odpowiedzi na pytanie „Co należy, a czego nie należy robić?„. Odpowiedzi na to pytanie dostarczają religia oraz – to dawniej – filozofia. Oświecenie, inaczej modernizm, doskonale opanował odpowiedź na pytanie „Co należy robić, by osiągnąć pożądany wynik?„, jednak zakończył swoją karierę ludobójstwem wojen i rewolucji światowych, bo „Gdy Boga nie ma, wszystko wolno„. Reakcja na szaleństwo, które było dziedzictwem oświeceniowego odrzucenia religii i wiary w Boga, post-modernizm, okazuje się jeszcze gorsze i bardziej desktruktywne dla ludzi, rodzin, społeczeństw, niż oświecenie.

9. Ostatecznie wiara jest wielką przygodą. Dość szaloną decyzją, która owszem ubierana bywa w szaty powinności, obowiązku i tak dalej. Nie ma dla wiary przesądzającego argumentu. Są racjonalne wątpliwości. Tak uważam i bywałem w swoich przekonaniach religijnych i w wątpliwościach, atakowany przez ludzi wierzących. Jest to decyzja, ku której ma się przesłanki, ale nie pewność. Ale tę decyzję, każdy człowiek podejmuje. Świadomie lub nieświadomie. Pozytywnie lub negatywnie. Opowiedziałem się za Bogiem. Pomimo różnych spraw. Za Jezusem Chrystusem, pomimo wielu wątpliwości. W końcu tak wybrałem, i już. Nie jestem lepszy od innych. Staram się. Wygrywam. Przegrywam. Różnie bywa. Zdaje mi się czasem, że ciągle jestem na drodze. Wijącej się wśród pól, biegnącej między ludźmi, krajobrazami, godzinami, moimi czynami. Tych ludzi wielu spotkałem. Najpiękniejsze spotkania były z tymi, co byli szczerzy i otwarci. Wierzę w Boga. W Boga miłości. W Nim, cała moja nadzieja. Bo w sumie… tak naprawdę… jaki jest argument, by tę nadzieję odrzucić? Taki argument byłby czymś strasznym. Emanacją ciemności. Nie, wcale nie śmierci. Czegoś znacznie gorszego. Zła, które śmiercią nie jest. Które powiela w nieskończoność trwanie w doczesności, rządzę władzy, odtrącenie, obojętność, lekceważenie, złośliwość i wykorzystywanie innych. Które spełnienie znajduje w odczuciu własnego bólu i zadawaniu go pozostałym. Które jest czarnym zamkniętym na zawsze szaleństwem. I od tego właśnie, zbaw nas Panie.

——————————————————————————–

Moja książka, 1 000 stron. Trochę o wierze {LINK}

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *