Mój audiobook o camino de santiago – raport

Mój audiobook o camino de santiago – raport

 

Zacząłem pewnie z półtora roku temu. Pierwsze testy. Komórka, mikrofon i… niespecjalnie. To nie to. Zacząłem, bo ktoś, kiedyś pytał. Ale wszystko wyglądało na nic. Więc potem kupiłem mikrofon. Taki dobry. Pojemnościowy. Po długich deliberacjach. Po co? Że będzie lepiej.

Było. Komórka w wysokiej szklance, żeby było wygodnie z niej czytać tekst, mikrofon za nią, wszystko się chwiało. Zapytałem. Kilku znajomych, nawet takich, co z dźwiękiem i lektorką mieli do czynienia zawodowo. Powiedzieli, że generalnie jest dobrze, że dobrze się słucha. Ponoć echa od pomieszczenia. Ale to wszystko prowizorka była kosmiczna.

Minęło kilka miesięcy, może rok. Zmieniłem komputer, na cichy. Teraz… – mógłbym na komputerze. Dwie przypadkowe osoby zapytały :
– A jak tam projekt audiobooka?
– Nijak. Odłożyłem – odpowiadałem trochę ze wstydem.

Więc spróbowałem znowu. Późną jesienią. Za dnia – zapomnij. Częstsze kursy pociągów, linia kolejowa 500 m, częstsze starty samolotów – lotnisko w zasięgu wzroku. Gołębie ucztują na całego. Sąsiad robi remont. Pies na klatce wyje albo szczeka. Rodzina ma swoje zajęcia. Kolaps.

Więc został środek nocy, tak od pierwszej albo od drugiej. Półprzytomny zrywałem się na dźwięk alarmu komórki. Przygotowywałem pomieszczenie – trzeba pozawieszać meble i ściany jakimiś tkaninami itd. Ustawiałem mikrofon, komputer i mrugając oczami, próbowałem czytać.

Szło to słabo. Myliłem się. Chrząkałem. Kasłałem. W brzuchu burczało. I wiele innych takich. Więc jeden rozdział, doczekiwał się dwóch, trzech albo i czterech prób/wersji. Kładłem się spać. Cały dzień rozbity człowiek chodził. I od nowa. I przeziębienie. Gardło do wyrzucenia. I ten czas. I determinacja. Właściwie – po co? To pytanie „po co?”. Też się pojawiało w domu. Ok. Nieważne.

Po ok trzech miesiącach takiego cyrku, skończyłem nagrania na surowo. Generalnie efekt był dobry, tylko dużo materiału. Smutno mi się było rozstawać z tymi nocnymi godzinami, gdzie zawieszony z różnych stron jakimiś zasłonami, siedziałem przy stole nakrytym grubym, wełnianym kocem i zanurzony w ciemności opowiadałem. Co opowiadałem? Nie wiem. Nie ważne.

Oczywiście nagrania trzeba obrobić. Więc spróbowałem sam. Piętnastominutowy rozdział zajmuje mi od godziny do dwóch. Trzydziestominutowy… lepiej nie mówić. Więc znów – fura roboty, którą zawodowiec zrobiłby 10 razy szybciej i chyba lepiej. Ale się staram. Po co? Stara szkoła – zwykło się mawiać – nie odpuszcza. I… cieszy mnie to, gdy coś zamykam, gdy jest gotowe. Gdy po prostu jest, a wcześniej nie było.

To pytanie „Po co?”, ciągle się pojawia. Nie potrafię na nie odpowiedzieć. Skrystalizować intencji. Wyrazić je jakoś, lub choćby uchwycić słowami. Podjąłem się i dopnę do końca. I tyle.

Na pewno pewną radość i trochę motywacji przynoszą mi pozytywne komentarze i kontakty związane z tą moją pracą. Nie żądam za nią pieniędzy. Daję to, co mam. Ale takie szczere i fajne odezwania się, są jakąś nagrodą. Uśmiecham się ilekroć to się zdarzy. Bo to znaczy, że… nie na darmo. Że dla kogoś tam… bywa warto. Nie żeby takich zdarzeń było dużo, bo nie są liczne, ale wciąż dla mnie ważne. Bo ludzie nie są tylko widzami, słuchaczami, przechodniami mijającymi ten świat i ludzi, ale ludźmi właśnie, którzy coś tam powiedzą, wyrażą, wejdą w jakąś interakcję. To dobrze.

Chciałem, żeby „Droga” audio była poddana profesjonalnej obróbce dźwięku. Efekt, pewnie byłby lepszy niż moje starania. Ale mnie na to nie stać, więc założyłem projekt na polakpotrafi.pl. Niestety/stety, do finału 20 dni, a jest dwóch wspierających na sumę sto cztery pln, nie wygląda szałowo. W sumie to nawet nie chodzi o kasę, tylko o sam fakt wsparcia. Zachęcam. Raz, może dwa napiszę jeszcze odrębny apel, ale proszenie – głupia sprawa – przychodzi mi z trudnością i niemal staje ością w gardle. Taki charakter. W każdym bądź razie, gdybyście chcieli, symbolicznie lub realnie, to możecie wesprzeć {TUTAJ}, inne wsparcia przez bloga. Jak się projekt nie powiedzie, kasa wróci do wpłacających, więc ryzyko małe. A „Droga”mogłaby być, hoho, może nawet na CD i ładniejsza taka.

Publikuję drogę równocześnie na blogu i na australijskim serwisie dla podcastów whooshkaa. Z obu źródeł można sobie ją odsłuchać albo pobrać. Whooshkaa daje fajne statystyki słuchania, więc łatwiej coś powiedzieć na ich podstawie. I tak trzy najczęściej słuchane rozdziały to:

Te odsłuchania zależą od dystrybucji wiadomości/postów przez facebook oraz zachowań odbiorców. Jedno i drugie wpływa na wynik. Ale generalnie, jak dla mnie to są wielkości dużo ponad oczekiwania, zwłaszcza, że należałoby do nich dodać wartości pobrań bezpośrednio z bloga.

Gdyby komuś z was jakiś odcinek podobał się szczególnie, to proszę o jego udostępnienie, np. na własnej tablicy facebooka czy jakoś inaczej. Wiem, że panuje taka opinia, że coś co nie jest promowane, sponsorowane, coś co jest „za darmo” i nie mówi się o tym w mediach, to musi być coś słabego i mało wartościowego. Myślę, że tak nie jest. Myślę, że bywa odwrotnie. To znaczy, że promowany, sponsorowany i wysoko-płatny towar, tak naprawdę to chłam wciskany klientom. No ale bywają przypadki w obie strony. Jednak, jak sam – moja opinia jest tu najmniej ważna – porównuję sobie jakość i zawartość „Drogi” audio, na tle, to – myślę – wypada dobrze. To znaczy dobrze się słucha i coś tam przynosi. Więc raz jeszcze, czasem, coś, jak się spodoba, to udostępnijcie dalej.

Na dziś jestem w 1/3 obróbki i udostępniania całości. Droga ma 130 rozdziałów – dni. Dopnę ten projekt do końca i udostępnię go, tak jak teraz, w trybie donativo. Gdyby powiódł się projekt z polakpotrafi, to byłaby wersja księgarniowa, dostępna na tzw. ogólnym rynku. Jak się nie powiedzie, to pomyślę. Może umieszczę drogę równolegle: donativo i komercyjnie, choć doświadczenie – liczone w tysiącach sztuk ebooka – uczy, że Polacy w takim wypadku wybierają wersję „za free”. Nie ma sprawy. Nie to zabierzemy na tamten świat, cośmy dostali, tylko cośmy dali innym.

I to chyba tyle. Gdyby były jakieś uwagi, porady, komentarze, to bardzo proszę. Jutro jeszcze może wywieszę ten apel o wsparcie postprodukcji i będę kontynuował pracę. Publikuję w tempie jeden rozdział dziennie. Eksperymentowałem i wychodzi mi, że tak chyba jest najlepiej, choć mógłbym przyspieszyć. Wszystkim, którzy skomentowali lub „lajkowali” „Drogę” audio, dziękuję. Za bardzo sympatyczne kontakty też dziękuję. Ciekawe, czy to przetrwa próbę czasu. Czy na tle literatury i wydań, ostanie się na jakimś „pozytywnym” miejscu. Kto to wie? Strzelec strzela – Pan Bóg kule nosi i być może to jednak będzie, pierwszy polski audiobook o camino de santiago.

To – w ramach multimediów – film, który sam „reżyserowałem”, a który dotyczy „Drogi”. Minuta dwadzieścia sześć.


Dotychczasowe odcinki można posłuchać/pobrać z następujących miejsc:

– z bloga {LINK}
– z serwisu whooshkaa {LINK}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *