Jak się modlić?

Jak się modlić?

Cztery rodzaje modlitwy

Istnieją cztery rodzaje modlitwy. Pierwszy z nich praktykowany masowo i globalnie. Drugi czasami, choć nas do niego nie ciągnie. Trzeci to sprawa rzadka, czasem ludzie nawet nie zdają sobie z niego sprawy. Czwarty jest nie do przyjęcia, nie do pomyślenia i zostanie odrzucony „na samą myśl” jako niewłaściwy i grzeszny w najwyższym stopniu.

Te cztery rodzaje modlitwy to modlitwa błagalna, dziękczynna, mistyczna i konfliktowa. Każda inna, każda rodząca inne skutki. Czym właściwie jest modlitwa? Jaka jest jej rola? Jak dobrze się modlić, to znaczy, jak się modlić aby modlitwa przynosiła efekty? O tym ten tekst.

Czym i po co jest modlitwa

Modlitwa to rozmowa z Bogiem. Tyle, że to nie całkiem rozmowa, bo my mówimy a Bóg… no cóż, jeśli mówi, to na pewno nie w taki sposób jak my. To jest wielki problem z Panem Bogiem, że nie można choć raz na miesiąc, ba… choć raz na rok, no dobra – raz na pięć lat, usiąść z nim, gdzieś na jakimś skalnym uskoku albo brzegu rzeki, może pod drzewem albo nad morskim brzegiem i po prostu porozmawiać. Nie można. Nie da się. Nic z tego. Oczywiście byli tacy, co rozmawiali. Ale to nas w 99,9999% nie dotyczy.

Więc modlitwa to rozmowa z Bogiem, która nie polega na wymianie wzajemnych komunikatów wyrażanych w języku. Owszem, my się w trzech przypadkach, a może w trzech i pół, posługujemy w modlitwie językiem, własnymi myślami wyrażanymi kategoriami pojęć, terminów, idei, słów. Bóg…? Jest POZA.

Więc modlitwa to bardziej zwrócenie się do Boga. Właśnie tak. Zwrócenie się. Zwróceni jesteśmy w różne strony, ku różnym sprawom. Ku temu pięknemu samochodowi, który kupił właśnie sąsiad. Ku pragnieniu odwetu i zemsty na tych, co nas krzywdzą. Boże jakby to było dobrze – sobie czasem myślimy. Ku tysiącom spraw naszego życia. Rzadko jesteśmy zwróceni w stronę Boga, więc modlitwa do tego służy.

Rolą modlitwy jest zmiana, przemiana. Czego? Pewnie przede wszystkim nas. W bardzo wielu aspektach. Może też skutkiem modlitwy być zmiana rzeczywistości, zmiana sytuacji, zmiana naszego otoczenia i życia. Generalnie liczy się to, czy coś się zmienia. Bo jeśli nic się nie zmienia, to na co to wszystko? – zdawał się mnie pytać absolwent medycyny wracający ze stażu w Brazylii. – I co? Odmieniony? – zapytał mnie w samolocie, słysząc, że wracam z czteromiesięcznej pieszej pielgrzymki do Santiago. To było bardzo dobre pytanie. Podstawowe pytanie w życiu człowieka. O to nam właśnie chodzi, o zmianę na lepsze, bo to jest rozwój, bo to jest… po prostu życie.

Modlitwa dziękczynna

Modlitwa dziękczynna jest powszechnie znanym rodzajem modlitwy. Ale… dość rzadko – jeśli przyjmiemy osobiste, a nie narzucone obrzędem, praktyki modlitewne – praktykowanym. Chyba każdy zdaje sobie sprawę, czuje przez skórę, że to zupełnie odjazdowy rodzaj modlitwy. To dziękowanie. No dobra, ale jak dziękować, jak od rana do nocy problemy? Jak kopią człowieka z lewej ateiści, z prawej żarliwi katolicy. Jak oszukali w sklepie, jak zgnoili w urzędzie, jak wszędzie kłopoty i trzeba się z tymi kłopotami ciągle zmagać.

Modlitwa dziękczynna NIE JEST NATURALNA. Sami z siebie nie mamy do niej za bardzo skłonności, tendencji, inklinacji. Nie mamy, postrzegamy – przynajmniej ja tak postrzegam – świat w perspektywie zadań, problemów, zagrożeń, naszych zranień, zawodów, bólu i nieszczęść. Postrzegamy świat, w perspektywie ciągłej walki, którą czasem wygrywamy, a czasem przeciwnie, bywa na całej linii, przegrywamy. Więc za co tu dziękować?

Gdy się przymusimy, staniemy, zrobimy parę kroków, dziękując za cokolwiek, łatwo się okazać może, że nie, że źle widzieliśmy, że wcale nie widzieliśmy całej masy rzeczy, za które możemy spokojnie być wdzięczni. Łatwo wtedy zauważyć, że to problem naszego WZROKU, to znaczy sposobu patrzenia. Że świat, jaki widzimy, nie jest taki, jakim go widzimy, tylko takim, na który PATRZYMY.

Więc, gdy zmienimy SPOSÓB PATRZENIA, co właśnie jest modlitwą dziękczynną, zmienia się to, co widzimy. ZMIENIA SIĘ ŚWIAT, w którym żyjemy. Zmienia się także nasze samopoczucie, gospodarka hormonalna, procesy biologiczne naszego organizmu, nasza motywacja i skłonność do działania, nasze impulsy i reakcje. Więc zmienia się nasz świat i zmieniamy się my. Dlatego modlitwa dziękczynna jest fajna, skuteczna i warta praktykowania.

Modlitwa mistyczna

Rzadko braną pod uwagę jest modlitwa mistyczna albo kontemplacyjna. Taka modlitwa nie polega na wyrażaniu jakichś intencji albo komunikatów w kierunku Pana Boga, albo jak kto woli Rzeczywistości, która jest źródłem naszego istnienia. O nic nie prosimy, za nic nie dziękujemy, nie zgłaszamy pretensji, zastrzeżeń ani uwag. Właściwie istotą tej modlitwy jest niemówienie.

Kościół, od zawsze zwracał uwagę na tę modlitwę, proponując i przyzwyczajając ludzi do pewnych formalnych jej form, które choć odwołują się do słów lub wyobrażeń, to de facto są modlitwami właśnie mistycznymi i kontemplacyjnymi. Taką modlitwą jest Różaniec, taką modlitwą jest Modlitwa Jezusowa. Są to rodzaje modlitwy polegające na wielokrotnym powtarzaniu słów, co prowadzi u wypowiadającego, do nieuchronnego przekroczenia warstwy słownej i wejścia w pozasłowny sposób zwrócenia się, ku rzeczywistości Boga.

Każda forma zwrócenia się bezpośredniego ku Bogu, z pominięciem próśb, podziękowań, z pominięciem chęci przekazywania jakichś treści i informacji jest modlitwą mistyczną. Właściwie nie wiadomo, o co w niej chodzi. Chyba o to, żeby być. Być z Bogiem. Być w jego obecności. Być razem. Tak jak w rozmowie między przyjaciółmi, czasem nie chodzi o nic, bo istotą jest sama rozmowa, samo bycie razem, sama przyjaźń, a nie to, co mi się zepsuło w samochodzie, co wygrałem na loterii, czy jeszcze coś innego.

Jest więc taka modlitwa przekroczeniem, naszego utartego sposobu myślenia i postępowania. Jest tworzeniem tego, co jest treścią życia, to znaczy RELACJI, między nami a tym Drugim. Te relacje są dla ludzi nieskończenie ważne. Przede wszystkim relacje między nimi samymi. Relacje przyjaźni i miłości, nawet szacunku i koleżeństwa. My te relacje najzwyczajniej na świecie przeżywamy, to znaczy stają się treścią naszego wewnętrznego ja. Stają się treścią tych, z którymi mamy te relacje i ich też budują. My tak naprawdę nie istniejemy SAMI, istniejemy W RELACJACH i modlitwa mistyczna jest tworzeniem relacji z tym, co nas przekracza, co jest poza i ponad, i pod spodem. Z tym, co jest tak, jak nic innego, doświadczanego przez nas nie jest. Jest relacją z ISTNIENIEM jako takim. „Ja jestem, który jestem” – można też tłumaczyć „Ja jestem, który Istnieję” – podał swoje imię Bóg. Więc jest istnieniem i źródłem istnienia w ogóle, i relacja z nim, coś w człowieku tworzy i zmienia, i temu właśnie służy modlitwa mistyczna. Czasem słowa przekraczająca, czasem obywająca się bez słów.

Modlitwa błagalna

Modlitwa błagalna jest najlepiej znanym i najczęściej stosowanym rodzajem modlitwy. Prosimy o wszystko, prosimy stale, do tego zresztą nas chrześcijan zachęcał Pan Jezus. Modlą się też – głównie błagalnie – przedstawiciele wszystkich innych religii. O poprawę zdrowia, o męża, o żonę, o pracę, o lepsze życie, o wyrwanie z trudnej sytuacji, o poprawę stanu materialnego, o dzieci, o rodzinę, o wolność i niepodległość ojczyzny, o dobre zbiory, o pogodę, o bezpieczeństwo, o to, żebyśmy dotarli do zamierzonych celów.

Tej litanii próśb nie ma końca, bo życie zawsze staje w jakieś opozycji do człowieka. Nie jesteśmy jak Pan Bóg, że coś pomyślimy, i tylko dlatego, że czegoś chcemy, to się dzieje, stwarza, istnieje. Zupełnie odwrotnie, każda nasza intencja natrafia na przeciwieństwa, na siły działające przeciwko nam, na opór, na zagrożenia. Wiele razy, nawet żadnych intencji nie mamy, a wali się nam na głowę, zły i agresywny szef, toksyczny kolega, samochód prowadzony przez dwóch osiemnastolatków, który wbija się w drzwi naszego auta i przestawia nas, wraz z naszym pojazdem o parę metrów w bok.

Więc prosimy. O to wszystko. Kogo mamy prosić jak nie Boga? Panie Boże spraw, żeby ustawa aborcyjna nie przeszła – rozpoczął się szturm modlitewny w Irlandii, przed uchwaleniem zezwalającej na aborcję ustawy. Panie Boże spraw, żeby rzeka nie wylała tego roku, modlimy się pomni na to, co może się stać, gdy wały – wiadomo nie za wysokie – nie wytrzymają. Panie Boże … i tu niekończący się ciąg zadań do wykonania przez Pana Boga, bo… On może.

Różnie bywa ze skutecznością tej modlitwy. Zapowiedzi, Pana Jezusa – że „A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię” albo „jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będziecie to wszystkiego użyczy wam mój Ojciec, który jest w niebie” – nie wydają się działać „z automatu”. To znaczy liczba przypadków, w których jednak nie dzieje się to, o co prosimy, jest jakby duża, żeby nie powiedzieć czasem przytłaczająca. Więc modyfikujemy swoje prośby i ich zakres. Tłumaczymy sobie, że tak „musiało być”, że może „to nie ten czas”, itd. itp.

Tymczasem w tej modlitwie popełniać możemy dwa błędy. Na pierwszy zwraca uwagę św. Jakub Apostoł (ten mniejszy), pisząc: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie„. Czy nie wystarczy się po prostu o coś modlić, ale trzeba umieć się modlić, trzeba robić to dobrze, bo jak się robi źle, to figa z tego wynika. Św. Jakub Apostoł podpowiada, że „się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz„. Czyli modlitwa ze złym celem, zrealizowana być nie może. A jednak, nie wydaje się, aby to był główny i najczęstszy błąd, bo ludzie modlą się też o rzeczy z żądzami nie mające za bardzo związku i bywa, że skutku nadal brak.

Tu z pewną podpowiedzią przychodzi sam Pan Jezus. Zacytujmy: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie„. Tylko wierzcie, że otrzymacie. Co to znaczy, „wierzcie” w tym konkretnym momencie? Wyjaśnia to Jezus kilka zdań wcześniej, mówiąc: kto „nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie„. No i jeszcze dodatkowo: „A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze„.

Więc ta podpowiedź ze stron Pisma Świętego, jest taka, że nie można się skutecznie modlić jeśli wpierw, nie pozbyliśmy się żalu, urazy w stosunku do innych, jeśli nie przebaczyliśmy tym, którzy nas skrzywdzili. Taki stan, tkwienia w przynoszącym ból braku przebaczenia, zdaje się niweczyć na samym początku wszelkie nasze modlitewne starania. Druga rada jest taka, żeby człowiek wierzył, że otrzyma to, o co się modli, żeby nie miał, co do tego żadnych, wątpliwości. Żeby już w momencie wyrażania intencji i wypowiadania życzeń modlitwy, „widział”, „czuł” i „wiedział”, obecność tego, o co się modli.

Tymczasem modląc się, zazwyczaj wiemy, widzimy i czujemy doskonale, że tego, o co prosimy NIE MAMY. Co więcej, czujemy – nawet zaprzeczając temu uczuciu na siłę – że skutek naszej modlitwy, wcale nie jest pewny, bo – bądźmy szczerzy – znamy mnóstwo przypadków, że życie wcale się tak nie potoczyło, jak my czy inni ludzie się modlili. Czy stać nas na zastosowanie ewangelicznej rady, by „nie wątpić w duszy”? Sprawa nie jest łatwa.

Druga podpowiedź co do modlitwy błagalnej jest taka: Może nie należy traktować tej modlitwy w sposób „magiczny”.  Że niejako Pan Bóg jest siłą, która zmieni świat na naszą prośbę, jeśli tylko odpowiednio ją wyrazimy. To podejście i to przekonanie jest bardzo starym podejściem i przekonaniem ludzkości. Pojawiało się w różnych miejscach Ziemi, w różnym czasie, zwykle w tej samej postaci. Jeśli prośba do Boga będzie wykonana odpowiednio, to Bóg zmieni rzeczywistość. Jest jakby siłą, która na naszą prośbę albo polecenie robi to, o co prosimy.

Takim właśnie podejściem i zbiorem instrukcji były hinduskie Wedy (weda=wiedza). Takie podejście można odnaleźć we wszystkich religiach i kulturach. A jednak, może jest to podejście błędne? Może nie powinniśmy się modlić, by Bóg zapewnił dobrą pogodę, tylko by zapewnił nam rozum, rozwagę i zdolność działania, takie, które zniwelowałyby skutki ewentualnej złej pogody. Zamiast modlić się o brak powodzi, modlić się o energię do zabezpieczenia się przed powodzią. Zamiast modlić się o nie wejście w życie ustawy aborcyjnej, modlić się by mieć pomysły, rozum, energię i siły, by prowadzić skuteczną kampanię  na rzecz zapobieżenia tej ustawie, by ulice zasypać plakatami, by na wszelkie sposoby oddziaływać tak, by przeważyło pożądane przez nas rozwiązanie. Jak? O pomysły i pomoc w aktywności własnej, właśnie możemy prosić Boga.

Jest to konflikt pomiędzy postawą „magiczną”, gdzie Bóg ma coś zrobić dla nas, a postawą praktyczną, gdzie Bóg coś ma zrobić przez nas. To są dwa, zupełnie różne podejścia do rzeczywistości. Pierwsze wyraża przekonanie, że Bóg ma ogromne, długie ręce, które wysuną się spomiędzy chmur i coś zrobią, drugie, że Bóg ma nasze ręce, którymi może coś zrobić. W pierwszym podejściu Bóg jest w stosunku do człowieka na zewnątrz, gdzieś wysoko jako siła mogąca interweniować w świat, w drugim Bóg jest wewnątrz człowieka i może mu pomóc i za jego pomocą interweniować w świat.

Więc może modlitwa błagalna powinna mieć częściej, znacznie częściej, charakter praktyczny, a nie magiczny, być prośbą o rozum i siłę, byśmy to my mogli zmieniać rzeczywistość i siebie samych, we współpracy z Miłością, która gdzieś tam, żyje w naszym sercu, w naszym wnętrzu, gdzieś, gdzie nie możemy sięgnąć wzrokiem, ale to nam nie przeszkadza, by się do niej zwracać, by niejako w jej imieniu i z jej pomocą robić coś dobrego dla ludzi, świata, samych siebie.

Modlitwa konfliktowa

Do Boga nie można się zwracać w żaden inny sposób jak z uwielbieniem, wdzięcznością lub prośbą. W żadnej innej postawie niż na kolanach. To dobrze wyuczona prawda. To „najświętszy” kanon kontaktu z Bogiem. Ale być może, jest to nie do końca prawda, bowiem Jakub, tym razem nie apostoł, tylko ten starotestamentalny, z Bogiem… tak, tak – walczył. Walczył  z Nim i Go pokonał. Biblia zawiera całą masę, rzeczy przy pierwszym oglądzie sprzecznych i być może nawet sprzecznych w ogóle, to znaczy przy podejściu matematycznym, zero-jedynkowym, wykluczającym.

Więc Jakub walczył z Bogiem. Zwarł się z nim. I wygrał. Może jest tak, że Pan Bóg dopuszcza takie zwarcie. Może dopuszcza pretensje i wyrzut, zarzuty i krzyk w jego kierunku „Dlaczego do tego dopuszczasz?!” „Jak to w ogóle możliwe?!”. Może jest tak, że takie nie wykrzyczane, ale zepchnięte pod powierzchnię świadomości pretensje, wcale nie znikają, tylko się tam otorbiają w naszej pamięci, w naszej świadomości, w naszym jestestwie i jesteśmy jakoś przekonani, że nie możemy ich Bogu wprost powiedzieć. Bo się obrazi, bo Go obrazimy. Bo to grzech przecież i… Na kolana! – zawoła ksiądz.

A jednak może czasem warto. Nie dla zasady, nie po temu, żebyśmy Boga mieli traktować jak kogoś, komu będziemy wrzucać, nad kim można się pastwić, kogo można obgadywać i oczerniać. Ale może dlatego, że rozpacz w sercu człowiek domaga się wypowiedzenia, a komu tego nie powiedzieć jak nie Bogu właśnie? Może trzeba to zrobić, bo to ostatecznie nas na Niego otwiera. Bo jeśli On ma rację w jakiś spoób, to ta racja ani jego „cześć” nie zniknie jak mu wyrzucimy, nasz ból, naszą tragedię, nasze cierpienie. Może w ten sposób, paradoksalnie, możemy się do Niego ostatecznie zbliżyć, na Niego się otworzyć, bo już nic nie chowamy „dla siebie”, bo jesteśmy „na przestrzał”, bo krzycząc do Niego, udowadniamy jakoś dziwnie, że właśnie w Niego wierzymy, że traktujemy Go, jako istniejącego. Bo staje się On dla nas wtedy – Rzeczywistością.

Skutek modlitwy

I wtedy potrafią się dziać rzeczy dziwne, nie do pomyślenia, nie do przewidzenia. I wtedy możemy odzyskiwać, czasem szybko czasem powoli, równowagę. Zacząć widzieć siebie i świat inaczej. I Boga też. I cenić Go, właśnie też i za to, a może przede wszystkim za to, że możemy do Niego mówić. O wszystkim. O tym, czego potrzebujemy, o tym, co nas rani, o tym, co nas cieszy. I staje się Bóg naszym „przyjacielem drogi„, z którym… ach…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *