Camino – „Czy osiągnął Pan Cel?” cz 2

Francja…

Pozwolę sobie na jeszcze jedną odpowiedź/komentarz na pytanie „Czy osiągnął Pan Cel?”, bo pytanie jakby ciekawe i dość fundamentalne. To poopowiadajmy jeszcze trochę.

Ta odpowiedź sprowadza się do nawiązania do mojego, a może większości ludzi też, przekonania, że „Powinno być fajnie”. To znaczy, że jeśli nasze przeżywanie życia, nasz zbiór odczuć, emocji, doświadczeń jest jakoś pozytywny, to wtedy jest tak, jak powinno być. I odwrotnie, gdy nie mamy pewności siebie, wiedzy jak właściwie jest, gdy naszym udziałem staje się gorycz i niepokój, jakieś fundamentalne poczucie klęski, to jest tak, jak nie powinno być.

To przekonanie odnosi się silnie również do sfery wiary i religii. Stąd pytanie: „Czy już MAM?. Czy od TEJ pory już mogę być spokojny?”. Czy – mówiąc językiem religijnym – znalazłem na zawsze i trwale „boży pokój”, relację z Bogiem?

Ja myślę, że TO się – w zasadzie stale (ale czasem w długich ciągach czasowych) – znajduje i traci na przemian. I jest to sytuacja WŁAŚCIWA. Więc właściwe jest nieposiadanie relacji z Bogiem, nie odczuwanie w żaden sposób tej relacji. Właściwy jest niepokój i poczucie zamętu, porażki lub osamotnienia. Braku wiedzy. To jest ok.

Tyle, że my chcemy trwałości przeżywanego stanu, więc jeśli doświadczamy tego opisanego wyżej stanu negatywnego, to mamy tendencję do przyjmowania negatywnej interpretacji CAŁEJ rzeczywistości i postrzegania naszego CAŁEGO bytowania w tych w ujemnych barwach. – Taka jest prawda. Właśnie tak jest – mówimy sobie.

Dla mnie wskazówką jest doświadczenie Pana Jezusa. Jego doświadczenie, bo On był człowiekiem (oprócz tego, że był Bogiem). I cóż takiego powiedział?
– Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił.

Popularnie, przerażającego wymiaru męki Pana Jezusa upatruje się w bólu, jaki przeżywał i w umieraniu. A jednak, gdyby przyszło cierpieć i umierać w stałym kontakcie z Kochającą, Wszechmocną Rzeczywistością, to właściwie nie tak strasznie. Tymczasem Pan Jezus, ja to tak odbieram, utracił kontakt z Bogiem. Został SAM.

Możemy tu „polecieć” z księżowskimi zapewnieniami, że przecież Bóg cały czas był przy nim, że to nieprawda, że został zupełnie sam, że tak nigdy nie jest.

Otóż, dla człowieka jedyną prawdziwą i realną rzeczywistością jest jego własne doświadczenie. Przy tym pozostając, Pan Jezus został SAM. Doświadczył samotności, w tym najbardziej przejmującym i przygniatającym wymiarze. I cóż takiego zrobił w tej chwili, co zrobił, nie mając tego, co było podstawą jego całego życia, czyli nie czując i nie posiadając żadnego kontaktu/relacji z Bogiem?

Otóż, nadal się do Niego zwracał. I to już jest cała odpowiedź. Egzaminowani będziemy nie z tego, czyśmy „posiadali” owo Coś, czego szukamy, potrzebujemy i bywa, znajdujemy. Dorastamy, gdy POMIMO braku tego Czegoś, pomimo klęski, pomimo utraty, nadal ROBIMY KROK w jego kierunku.

Więc to nie STAN, naszego przeżywania, emocji, życia, jest istotny, tylko DROGA, którą tworzymy, stawiając nasze kolejne w czasie kroki. To poprzez stawianie tych kroków w wybranym kierunku i poprzez zwracanie się do „Niemożliwego”, do „Nieodczuwanego”, do „Niewidzianego” czynimy Cel realnością, naprawdę do niego zmierzamy. Literalnie tworzymy nową rzeczywistość.

I wtedy zdarzają się nam „nawrócenia”, „olśnienia” i „cuda” (może nawet bez cudzysłowu) – kolacje z przyjaciółmi i winem, spotkania bliskiego stopnia z dobrem, a nawet z miłością. Zdarzają się nam zachody słońca nad oceanem, który nie ma końca, za którego granicą tylko przestrzeń i można by tak polecieć… w nieskończoność.

A potem znów burze i zamęt, i nawet utrata. Ale pielgrzym wie dwie rzeczy. Nie liczy się „jak jest”. Nie liczy się tak bardzo, jaka pogoda i bieżące odczucia. Liczy się, że czasem w szkwale i zamęcie, czasem w ciszy i słońcu, robi się następny krok. Następny krok ku szczęściu. Stąd jesteśmy pielgrzymami, którzy za chwilę się zbudzą i ruszą dalej, a nie bankierami, posiadającymi w ogromnym i bogatym sejfie skarb, którym się cieszą.

2 komentarze do “Camino – „Czy osiągnął Pan Cel?” cz 2”

  1. A propos Drogi modlitwa:
    ,,May the road rise up to meet you.
    May the wind be always at your back.
    May the sun shine warm upon your face;
    the rains fall soft upon your fields and until we meet again,
    may God hold you in the palm of His hand.”
    Pozwoliłem sobie skopiować z:
    https://www.salon24.pl/u/pomiedzy/658703,oby-ziemia-pod-twoimi-stopami-stawala-sie-droga,3
    gdzie Autorka tak przetłumaczyła pierwszy wiersz:
    Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

    1. Dziękuję za ten komentarz.
      Wiersz/modlitwa bardzo się mi podoba.
      To „Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą” – świetne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *