Camino 2015, zdjęcia: dzień 116 Mondonedo

Wszystko co dobre, kończy się. Choć tego nie chcemy. 116 dnia szlak Camino odchodził od Atlantyku i zmierzał w głąb Galicji, hiszpańskiej prowincji o bliskiej Polakom nazwie. Hiszpanie nie mogli uwierzyć, ze w Polsce jest rejon określany też jako „Galicja”. W sumie to nie wiem dlaczego, bo „Galicja” jest do Galów, czyli Celtów, a u nas chyba nie mieszkali.

Ponieważ byłem pielgrzymem indywidualnym, a ponadto Polakiem, no i sobą, to nie poszedłem tak jak szlak nakazywał. Za bardzo zżyłem się z moim wielkim niebieskim przyjacielem, żeby go zostawiać od tak… bo niby jakiś Hiszpan w ten sposób szlak wyznaczył. Co on tam wie o Polakach?

Poszedłem więc po swojemu, dalej wybrzeżem, wzdłuż Atlantyku, by jeszcze nacieszyć się jego nieskończonością, barwą, brakiem granic. Dopiero w San Cosme musiałem odbić na południe w stronę Mondonedo i szlaku Camino.

Tego dnia odpoczywałem jeden raz, 10 minut przed San Cosme, gdzie w markecie kupiłem arbuza i jadłem go, krojąc scyzorykiem. Poza tym, 36 kilometrów bez żadnej przerwy. W Mondonedo Justyna i Staszek, dwa jasne punkty w mojej pielgrzymce. Zrobiliśmy zakupy i zrobiliśmy obiad.

———————————

Całość relacji w książce dostępnej w wydawnictwie Gaudium:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *