Camino 2015, zdjęcia: dzień 110 Aviles

100 dzień to było w Noja, 110 dnia szedłem 35 km do Aviles. Z Deva wyszedłem bardzo wcześnie, noc właściwie. W Gijon łamigłówka znaków Camino, można się pogubić, szczególnie przy wejściu w miasto. W środku kościół, wszedłem, pusto, ciemno, dwie plamy światła z przodu na krzyżu. Uklęknąłem na chwilę. Nic w takich chwilach nie mówiłem, może nie ma potrzeby, zagadywać życia? Pogoda była pochmurna, droga – jak dla mnie – długa.

Na trasie spotkałem Julię, Austriaczkę. Przekonywała mnie, że nie mają (Austriacy) nic wspólnego z Niemcami. – Niemcy są inni. My to co innego – twierdziła. Potem dołączyła do nas Hiszpanka. Wreszcie jakiś mężczyzna. Na ścieżce pojawił się koń. Zupełnie sam. Nie uwiązany, bez zaprzęgu czy właściciela. Kobiety, jak to kobiety, lekki lęk. Zbyszek jak to Zbyszek – ciekawy. Poklepałem, przesunąłem dłonią po pysku, tak między oczami. Mądrze patrzył. Biały był, no… jasny mocno.

Do Aviles doszedłem już sam. Mam swoje tempo, a na Camino trudno iść nie po swojemu. W alberdze ten lekko ułomny Hiszpan z Noja i kolejna Niemko-Polka. Znaczy rodzice wyjechali do Niemiec i tam się już wychowała. Miała ukulele. Zaśpiewaliśmy we trójkę „Halleluyah” Cohena. Potem jakieś dyskusje. Najgorszy był prysznic, bo w odrębnym budynku i zimno jakoś się zrobiło. Więc cały się trząsłem.

———————————

Całość relacji w książce dostępnej w wydawnictwie Gaudium:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *