Camino 2015, zdjęcia: dzień 108 Villaviciosa

108 dnia nie poszedłem nigdzie. Zostałem w Villaviciosa. Trzeci raz, od kiedy wyszedłem z domu, zostałem na miejscu. Po ostatniej nocy, nadawałem się do różnych rzeczy, ale na pewno nie na marsz. Poranek deszczowy. Msza święta w ślicznym kościółku. Obserwacja płaczącej Villaviciosy. Jakiś czerwony samochód. Powrót do albergi i… wreszcie poszedłem spać.

Zbudziłem się chyba wpół do trzeciej. Słońce zaczęło przezierać przez chmury. Krótki wywiad i poszedłem na dworzec busów. Tam, wciąż „nagrzana” po wczorajszym, para młodych ludzi starała mi się pomóc. Byli naprawdę sympatyczni. Wsiadłem do busu. Dwadzieścia parę minut. A może mniej. I już… wybrzeże. Plaża na kilkadziesiąt metrów szeroka, wysokie fale, sporo ludzi. Zostawiłem rzeczy i poszedłem. Bliżej i bliżej. No lubię go. Po prostu jesteśmy kumplami. Ja i ten wielki niebieski, pomiędzy Europą a Ameryką. Teoretycznie poznaliśmy się niedawno. Ale to oczywiście nieprawda. Znamy się jakoś od zawsze. Szybko po kolana, po pas i łups… w wodę.

Zawsze się dobrze w niej czułem. Może to trochę tak jak z życiem? Że jak się z nim nie walczy, jak człowiek jakoś się zżywa z żywiołem, to nagle ten żywioł zaczyna go podtrzymywać, nieść, opiekować się nim jakoś. Pływałem tak i siak, najdalej ze wszystkich plażowiczów. No ale to Atlantyk, nie ma żartów. Wróciłem, odpocząłem. Potem jeszcze dwa razy.

Wróciłem na przystanek, bus stał pokornie. Wsiadłem. Patrzę sobie na zegar w busie. To ostatni kurs tego dnia z tej plaży. Dwie minuty przed terminem, kierowca rusza i… odjeżdża. Patrzę na ten zegar i na to co się dzieje i nie rozumiem. Jak to możliwe? Przecież i on widzi ten zegar. Ot… Hiszpania. Do mojego pokoju wprowadził się kolejny pielgrzym, Hiszpan, którego poznałem w Buelna. Znaczy szedłem szybciej, a teraz mnie dogonił. Następnego dnia, już musiałem iść. Patrzyłem na mapę. Zdecydowałem, że nie pójdę szlakiem. Tylko drogą, naokoło. Będzie dalej, ale chciałem jakoś po prostu dotoczyć się bez gimnastyki i sensacji do Gjon.

———————————

Całość relacji w książce dostępnej w wydawnictwie Gaudium:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *