Camino 2015, zdjęcia: dzień 106 La Isla

106 dzień to było 24 kilometry do La Isla. Cały dzień pochmurny, droga dość łagodna prowadząca często nad oceanem, siwym wtedy jak wiszące nad nim chmury. Przed La Isla typowe hiszpańskie oznaczenia szlaku, można w prawo, można w lewo, można prosto, strzałki do wyboru, do koloru. Kto by się tam przejmował.

Gdy doszedłem do albergi, jeden młody Hiszpan, pierwszy raz go na oczy widziałem, przywitał mnie słowami „A… to ty musisz być tym Polakiem, który idzie z domu”. Trochę się na chwile znany zrobiłem… Ludzie, ludziom coś tam powiedzą i masz… Hospitaliera to starsza Pani o niemieckim poczuciu dyscypliny. Dało radę.

Po południu poszedłem na lody i piwo, mimo że wnętrzności dalej mi dokuczały. Siedziałem sobie przy plaży i patrzyłem, jak mija czas. Jak przechodzą ludzie, jak kąpią się dzieci. Jak wszystko po prostu jest, całkiem nieświadome tego, że to cud i wcale tego nie musiałoby być.

Wieczorem znów miła niespodzianka, kolejna Polka. Nakusiłem ją na klopsiki w sosie pomidorowym, które kupiłem w markecie i zagotowałem w alberdze. Jak zjedliśmy, to dosiadł się ten Hiszpan i jeszcze Koreańczyk i prowadziliśmy rewelacyjne rozmowy (to a’propos tego dzielenia, o którym pisałem poprzedniego dnia). A o czym te rozmowy, to już w książce

———————————

Całość relacji w książce dostępnej w wydawnictwie Gaudium:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *