Camino 2015, zdjęcia: dzień 115: Ribadeo

Ponad 60 zdjęć. Za dużo. Za bardzo. Za kolorowo. Cudny etap. Poranek ze wschodzącym słońcem. Droga rankiem do Tapia. Takie dni się zdarzają. Kolorowe, piękne, pełne, zachwytu. No bo w życiu zmienność. Doszedłem do albergi pierwszy. Położyłem się i zacząłem się opalać pod murem. Potem przyszedł Takahashi i jeden pielgrzym z Niemiec. Przyszła też Justyna. Dzwoniliśmy na Policję w temacie jak wejść do Albergi. Młodzi Niemcy, wepchali się, gdy otworzyliśmy drzwi. Młodzi jeszcze. Potem dotarł Staszek. Niedziela, to poszedłem do kościoła. Msza wieczorem. Nasza trójka z Polski to byli jedyni pielgrzymi, którzy z albergi poszli na mszę. Reszta nie ukrywała zdziwienia. Wieczorem rozweselona Holenderka zaprosiła nas na zabawę, wiadomo – fiesta. Puściłem młodzież wolno i wróciłem do albergi. Tam… Taka zaproponował, byśmy wypili butelkę wina, bo… już się nie zobaczymy. Szlag mnie czasem trafia, że z tyloma ludźmi się nie zobaczę. Może chociaż Bóg… jest. Nie przemija. Nawet jak go nie widzimy, to jest. W Nim jest wszystko, co było i co będzie, w tym nieustającym oceanie miłości i życia.

Czytaj dalej Camino 2015, zdjęcia: dzień 115: Ribadeo

Camino 2015, zdjęcia: dzień 113: Almuna–Luarca

Krótki, ale bogaty etap. 113 dzień mojego Camino z Cadavedo do Almuna – Luarca. Zgubiłem strzałki. Zacząłem iść przez las na GPS, skończyło się koniecznością robienia dystansu w przeciwną stronę. Ale droga piękna, malownicza, aż się czuło tę przyrodę wokół siebie. Oznakowanie właśnie takie sobie, ale w sumie nie było tragicznie. Przed Luarką cud, Hiszpanka mówiąca po angielsku. Hiszpanie na ogół nie mówią w tym języku i są z tego powodu dość dumni 🙂 No ale… wytłumaczyła mi jak dojść do albergi.

Czytaj dalej Camino 2015, zdjęcia: dzień 113: Almuna–Luarca

Camino 2015, zdjęcia: dzień 112 Cadavedo

112 dzień, 25km do Cadavedo. Deszcz bardzo lekki, pochmurno. Camino Naturale – czyli nowy szlak zachwalany przez hospitaliero z Soto de Luina – poprowadził mnie ostro w dół, tam… kąpiele błotne. Potem mazanie się pod górę. Wkurzyłem się. Następnie znów skręt z drogi i zaczynam iść dół. Jak się okazało, że do następnego błotnistego parowu, to zrezygnowałem. Facet powinien mieć trochę oleju w głowie, żeby po ostrych deszczach nie polecać takich „ulepszeń”. Wróciłem na szosę i doszedłem tak do Cadavedo. Pierwszy. Alberga taka sobie, nie za ładna, ale tania. Zrobiłem zakupy. Zaplanowałem wreszcie powrót do Polski. Tęsknić zacząłem. Po prostu. Tyle tych dni. Tylu ludzi. Jakoś tak człowiek czuje, że… może już do domu by się zdało? Że może już dość? Wieczorem siedzieliśmy w międzynarodowym gronie i… byliśmy ze sobą, jak to na Camino, jak nigdzie indziej chyba. Cudnie. Ludzie potrafią ze sobą być. Ciekawe czemu w życiu tak nie potrafimy. Potrafimy?

Czytaj dalej Camino 2015, zdjęcia: dzień 112 Cadavedo

Camino 2015, zdjęcia: dzień 111 Soto de Luina

To był jeden z „tych” etapów. 38 kilometrów w deszczu, który pada, wisi w powietrzu, jest, wciska się wszędzie. Na dodatek zrobiło się pod wieczór chłodno. Ledwie kilkanaście stopni. 111 dnia szedłem z Aviles to Soto de Luina. Doszedłem cały przemoknięty. W alberdze zimno. Metalowe łóżka. Szczęściem, było jeszcze miejsce. Ledwie parę zdjęć. Bardzo ciężko było. Ten etap to ciekawy przykład na to, czym jest czas. Wydaje się nam, że to przestrzeń minut, godzin, może dni. Że jak ich jest dużo, to czasu jest dużo. To nieprawda. Czas jest przestrzenią zdarzeń. I gdy tak leje i leje, i człowiek idzie i idzie, pochylony, zapatrzony głównie pod nogi, bo mgła i chmury, w jakich się idzie wszystko przesłaniają, to czas wpada w jakąś dziurę, która go wsysa, wsysa i nagle… nie ma dnia, nie ma kilometrów, tylko przejmujący chłód i wilgoć na koniec, i zmęczenie.
Zakopałem się w śpiwór, to było jedyne suche miejsce. Potem nowe znajomości i ludzie. Hospitalero reklamował nowy szlak – Camino Naturale. Jakoś to wszystko zniosłem i poszedłem spać.

Czytaj dalej Camino 2015, zdjęcia: dzień 111 Soto de Luina

Camino 2015, zdjęcia: dzień 110 Aviles

100 dzień to było w Noja, 110 dnia szedłem 35 km do Aviles. Z Deva wyszedłem bardzo wcześnie, noc właściwie. W Gijon łamigłówka znaków Camino, można się pogubić, szczególnie przy wejściu w miasto. W środku kościół, wszedłem, pusto, ciemno, dwie plamy światła z przodu na krzyżu. Uklęknąłem na chwilę. Nic w takich chwilach nie mówiłem, może nie ma potrzeby, zagadywać życia? Pogoda była pochmurna, droga – jak dla mnie – długa.

Czytaj dalej Camino 2015, zdjęcia: dzień 110 Aviles

Camino 2015, zdjęcia: dzień 108 Villaviciosa

108 dnia nie poszedłem nigdzie. Zostałem w Villaviciosa. Trzeci raz, od kiedy wyszedłem z domu, zostałem na miejscu. Po ostatniej nocy, nadawałem się do różnych rzeczy, ale na pewno nie na marsz. Poranek deszczowy. Msza święta w ślicznym kościółku. Obserwacja płaczącej Villaviciosy. Jakiś czerwony samochód. Powrót do albergi i… wreszcie poszedłem spać.

Czytaj dalej Camino 2015, zdjęcia: dzień 108 Villaviciosa