Camino 2015, zdjęcia: dzień 080 Saint-Ferme

80 dni. Czy da się uwierzyć? Że można iść tyle czasu? Że 80 dni wcześniej wyszedłem ze swojego domu? Albo np. że 80 dni temu zacząłem publikować zdjęcia z mojej pielgrzymki? Gdy robimy coś, gdy dążymy gdzieś, gdy skupiamy się na zadaniu tak mocno dzień za dniem, to w pewnym momencie człowiek staje, patrzy wstecz i myśli… to nie do uwierzenia!

80 dnia szedłem do Saint-Ferme. Miałem z właścicielem prywatnej albergi tam położonej, jedną z najśmieszniejszych rozmów w sprawie rezerwacji noclegu. Rano zjadłem PRAWDZIWE śniadanie – jest na zdjęciu. W drodze upał niemal nieznośny. Zerwałem rozpaloną słońcem brzoskwinię i… odleciałem. Serio. Czegoś takiego jeszcze w ustach nie miałem. To, co w sklepie robi za brzoskwinię, obok tej – zerwanej wprost z drzewa w południowej Francji – nawet nie stało. Przez pewien czas zamknąłem nawet oczy z wrażenia, nadal idąc.

Strasznie ciepło zostałem przyjęty w Saint-Ferme. Po kolacji poszliśmy zwiedzać kościół, a w zasadzie opactwo, w którego części mieści się teraz świecka władza. Najpierw wszedłem do kościoła sam. Było niemal całkiem ciemno, tylko dalekie okno – taka jasna kreska. Potem przyjaciel gospodarza włączył światła i opowiadał historię. Przywoływał ludzi, zdarzenia, czasy. Na kamieniach, z których zbudowany jest kościół, są znaki. Okazuje się, że to znaki kamieniarzy, którzy tak podpisywali swoją pracę. – O – zawołałem ze zdziwieniem – To mój przodek też to robił! – Francuzi popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. – No… „Z” jak Zbigniew – mówię do nich, pokazując na jeden z tak oznaczonych kamieni. Na szczęście złapali żart i wszyscy się uśmieliśmy.

Na samym końcu w kościele wystawa zdjęć. Ostatnie z nich przedstawia społeczność Saint-Ferme zebraną przed kościołem w 2000 roku. I stoją tak tam, młodzi obok starszych, ci, którzy się uśmiechają i poważni. Patrzą w obiektyw, patrzą w czas i są… tak na zawsze na tym zdjęciu. Kto wie? Może na zawsze w rzeczywistości? Może wszystko, co czynimy, co się wydarza jakoś „jest”, choć nas już w tych miejscach nie ma. Patrzę na te twarze, na te spojrzenia i jakoś tak odczuwam, że wszyscy patrzymy, jesteśmy, czekamy, mamy nadzieję… że na zawsze

———————————

Całość relacji w książce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *