Camino 2015, zdjęcia: dzień 061 Vézelay

14 lipca 2015. Wyszedłem z domu 60 dni wcześniej. Tylko jeden dzień nie byłem w drodze, poza tym marsz non stop. Ostatnie etapy? Trzy dni wcześniej szedłem 50 kilometrów, poprzedniego dnia 43 kilometry. Noce na trawie, romantycznie, ale figa nie wypoczynek. We dnie nie do opisania gorąco. Teren w górę i w dół. Gdy doszedłem do Vézelay było fizycznie po mnie. Serio. Jest chyba taki rodzaj zmęczenia, który odkłada się w człowieku, który dzień po dniu się nawarstwia, którego trudno się pozbyć przez jedną noc. A potem, nie do uniesienia.

Vézelay jest jedyne, niezwykłe, unikalne, magiczne – w tym dobrym sensie. Nie do opisania. Nie do opisania jest to, co można tam przeżyć, Chyba jedyne jakoś tam porównywalne, co do głębi przeżycia miejsca, to klasztor św. Hildegardy w Rüdesheim am Rhein i samo Santiago de Compostela. Tu nie napiszę, jak ktoś ciekawy to oddałem to w książce.

Ze spraw przyziemniejszych acz też niezwykłych i sympatycznych, to doszedłem do Vézelay w rocznicę Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Więc wraz z innymi pielgrzymami zostałem zaproszony na oficjalny festyn, gdzie pysznego jedzenia, cudownego towarzystwa i wspaniałego wina było bez ograniczeń. Wyposzczony w tych wszystkich obszarach przesadziłem oczywiście. Więc potem do północy czekałem na ławeczce aż organizm się uspokoi. Udało się. Jeszcze jakaś sztuka ludowa odgrywana nocą na placu, jak zwykle o miłości i wróciłem do albergi, świadom, że tym razem zostanę na jeszcze jeden dzień w Vézelay.

ps. wśród zdjęc w albumie poniżej jest jedno, które wahałem się (i waham nadal) czy powinno się w nim znaleźć i być upublicznione. To zdjęcie jakie sobie zrobiłem po dotarciu do Vézelay, na tle tabliczki miasta. Wyszedłem źle – delikatnie mówiąc.Nie wiem, czy je zostawiać, bo prawdziwe, czy je usunąć, bo wyglądam bardzo źle.

Całość relacji w książce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *