Camino 2015, zdjęcia: dzień 052 Metz

Rankiem 52 dnia podniosłem się ze ścierniska i brudny oraz spragniony ruszyłem w stronę Metz. Może ruszyłem, to za dużo powiedziane, w każdym bądź razie przesuwałem się jakoś do przodu. Niedziela peryferia Francji. Nie ma sklepów ani gastronomii. Jak zwykle (?) w takich chwilach zaczynają dziać się cuda. Dzięki nim doszedłem do Metz, do ostatniego polskiego księdza jakiego spotkałem na parafii, na swojej trasie. Pomagał i kusił. – Co się Pan tak męczy? Może wystarczy tylko do Vezelay? Ale ja konsumowałem pyszny polski żurek i trwałem w swoim zamiarze prawie jak buldog, który gdy raz się czegoś uchwyci, to nie puści, żeby nie wiem co. Wieczorem poszedłem na mszę. Odżyłem przy śpiewie Francuzów. Wreszcie piękno i lekkość w miejsce niemieckiej dostojności 🙂 Żałowałem tylko, że nie mogę pójść wieczorem na miasto. Jakaś taka tam, niezapomniana atmosfera była…

Całość relacji w książce

Camino 2015, zdjęcia: dzień 051 Koenigsmacker

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *