Camino 2015, zdjęcia: dzień 049 Trier

37 stopni w cieniu, ciągłe przewyższenia po kilkadziesiąt, kilkaset metrów w górę, w dół, w górę, w dół, drogi, których nie ma na mapie a oznaczenia się urywają, a nie da się później skręcić, bo górki i labirynt, głównie dzicz i las. 47 kilometrów przeszedłem od startu do noclegu. To był jeden z najtrudniejszych i najbardziej dramatycznych dla mnie etapów. Mnóstwo przygód. Balansowanie na krawędzi wydolności. Gdy dotarłem do Trier przed dwudziestą czy może już po, to padłem na trawniku i zacząłem się zastanawiać gdzie teraz szukać noclegu. Gdy człowiek traci nadzieję, to bywa – pojawiają się Anioły. I… to w zupełnie niespodziewanej formie.

Całość relacji w książce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *