Kwestia celu, czyli tam skarb twój gdzie serce twoje

tam skarb twój gdzie serce twoje
Crozant, France

Camino łączy się z ogromnym zasobem pozytywnych wrażeń. Cudowne widoki, niezwykła atmosfera, doświadczenie jednocześnie samotności pozwalającej „spotkać samego siebie”, jak również towarzystwa ludzi jedynych takich, szczerych, radosnych, prawdziwych. Urok tej drogi jest tak wielki, że pomimo oczywistych niewygód, zmęczenia, pęcherzy – ludzie chcą na nią wracać.

„Caminoza” – tak się nazywa potocznie to pozytywne uzależnienie od Camino. Bo bądźmy szczerzy – tam inny świat, bardziej ludzki, piękniejszy, prawdziwszy. Tak też nieodmiennie Camino bywa opisywane i wspominane w licznych, wartych przeczytania wspomnieniach. Generalnie można je podsumować dość powszechnie znanym stwierdzeniem – to droga jest najważniejsza.

A co jeśli by przez cały miesiąc naszej wędrówki przez Hiszpanię – padało. Każdego dnia. Od rana do nocy. Nadal byśmy tęsknili za „drogą”? Co jeśli na dodatek napotkani ludzie byliby niemili, nieufni, czasem nieprzyjemni albo wrodzy? Co jeśli w połowie miejscowości okazywałoby się, że nie ma miejsca do spania. a właśnie leje?

Bruce Lee w swoim ostatnim filmie uczy młodego chłopca: – Gdy mędrzec wskazuje księżyc, nie patrz na palec, bo umknie ci niebiański blask. – Tęsknimy do pozytywnych wrażeń. W zasadzie całe nasze życie jest grą o pozytywne emocje, które czerpiemy z otoczenia. Większości ludzi ta gra się udaje. Znaleźli ludzi, których mogą kochać z wzajemnością, pracę, która daje im satysfakcję, rodzinę, która jest oparciem i życie, które przynosi poczucie spełnienia. Są oczywiście negatywy, ale te zastępujemy pozytywami, więc szukamy, pragniemy, wrócić na przykład na Camino.

Części ludzi jednak ta gra nie wychodzi. Więcej w niej przegrywają, niż osiągają. Oferujemy im strategie, jak osiągnąć więcej, więcej satysfakcji, więcej korzyści, więcej pozytywnych doświadczeń. I te strategie działają. Czasami. Bo życie może się okazać, przyznajmy to – rzadko – drogą, na której wyłącznie pada. Na której ludzka niechęć i egoizm. Na której ilość bólu okaże się ponad, wytrzymałość psychiczną człowieka.

Wtedy spirala w dół. Modyfikacja przekonań, że wszystko „do dupy” więc skrzywdźmy kogoś albo siebie. Że ludzie są podli, więc podstawmy nogę, bo tak jest w życiu. Więc napijmy się, by na chwilę uciec i co nas to wszystko obchodzi. Więc czasem już nic nie chcemy, tylko chwilowej ulgi od tej otępiającej drogi, na której – no tak, wyjątkowo – trafiła nam się taka „pogoda i okolica”. Czasem tej ulgi szukają ludzie za cenę ostateczną. Jedno miasteczko w Polsce 6 000 ludzi, popełnia co roku samobójstwo. Wszyscy. Całe sześć tysięcy. Bez wyjątku. Pokiwamy głowami.

Więc dla dziewięćdziesięciu procent ludzi Camino będzie elementem pozytywnej życiowej energii, źródłem osiągania przyjemnych i budujących doznań. W takim wymiarze jest niezwykle cennym doświadczeniem życiowym, które warto polecać każdemu. Jednak w tym zapatrzeniu na ową cudowną drogę, tak przygotowaną dla pielgrzymów, zwłaszcza w Hiszpanii, cel przestaje widnieć na pierwszym miejscu. Santiago staje się mniej istotne, staje się pretekstem, który umożliwia doświadczanie nam drogi, z jej upragnionym i oczekiwanym urokiem.

„Tam skarb twój, gdzie serce twoje” – głosi stara maksyma Templariuszy. Powstaje pytanie, gdzie jest nasz skarb? I jest on w ludziach, których kochamy, w naszej pracy, w tej cudownej Drodze, na której tyle wrażeń, widoków i spotkań. Nasz skarb jest w nas, bo siebie chcemy odbudować, wzmacniać, odnaleźć. I może się stać, że to tak naprawdę – to znaczy w naszych odczuwanych emocjach, a nie w deklaracjach – to cały nasz skarb. Nasz skarb jest tu, na wyciągnięcie ręki, na Ziemi.Bo ku niemu skłania się nasze serce.

A jednak to Santiago pozostaje. Nie jako skarb, ale jako wyzwanie dla naszego poszukiwania szczęścia na Ziemi. Pozostaje szczególnie wtedy, gdy doświadczamy na Drodze bólu. Niepewności. Strachu. Opuszczenia. Trudno o takie doświadczenia na przygotowanej drodze i przy przygotowanym portfelu. Nie po to przecież wychodzimy z domu, by doświadczać nieprzyjemności.

A jednak te negatywy, jak czasem negatywy w życiu, mogą pozwolić. Mogą pozwolić doświadczyć i zobaczyć, pełną wagę celu.

Do czego jesteśmy przywiązani? Do drogi czy do celu? Zaproponujemy „kompromisowe” rozwiązanie? Układną i sprytną odpowiedź, że jedno nie wyklucza drugiego? I ta odpowiedź pozwoli nam ze spokojem nadal przywiązywać się do drogi? Bo to nam potrzebne? Bo dzięki temu czujemy się nieporównanie lepiej?

„Jak trwoga, to do Boga” – to ludowe porzekadło ilustruję tę prawidłowość, że gdy otoczenie nas zawodzi, gdy już w nim nie możemy znaleźć wsparcia, podbudowy, schronienia, wtedy uciekamy gdzieś poza wszystko, co nam dane w doświadczeniu, uciekamy do Boga, do Celu poza naszym światem i doświadczeniem.

Ten cel, który nie jest drogą, ale który drogę tworzy, ten cel wywołuje nas z domu, ale nie po to, byśmy z kolei zostali na drodze. On jest po to, byśmy w nim umieścili nasze serce. Wtedy, deszcz, ból, przeciwności przestają mieć znaczenie. Bo liczy się cel. A cel nie jest w nas, ani w niczym obok nas, niczym czego doświadczamy. Więc gdy nasze życie się „rozsypuje”, gdy rujnują je fale tsunami życiowych okoliczności, gdy szkwały i nic już innego, to cel pozwala nam iść. Bo jest „poza”. Bo ludzie potrzebują sensu. Bo tam – „poza” umieściliśmy swoje serce.

I wtedy ten cel zaczyna promieniować, sensem, nadzieją, miłością. Staje się jedynym powodem, dla którego idziemy. Staje się częścią nas, a my przestajemy być ludźmi „stąd” i zaczynamy być ludźmi „stamtąd”, to znaczy z „nieznanego”, z „niezwykłego”, z „poza”. I wtedy deszcze nas nie łamią, a słońce jaśnieje w nas bardziej niż wtedy, gdy w nim pokładaliśmy swoją nadzieję. Bo i deszcz i słońce zaczynają się przeglądać w „poza”, to jest w naszym sercu, które jest otwarte na ten niezwykły Cel.

Santiago to metafora, to znów „palec pokazujący księżyc”. Dochodząc do Santiago, możemy dochodzić o wiele dalej, do miejsca, którego nie ma na Ziemi, dotykać „królestwa”, oddawać serce tej nadziei, która zawieść nie może. Wszystko jest być może drogą, wiodącą nas do tego Celu lub do minięcia się z nim. Może to sam Bóg czeka na nas. Tam w Santiago na końcu Camino, tu w naszym domu – każdego poranka i wieczora, hen tam kiedyś, tego naszego ostatniego dnia,  tej aktualnej  podróży.

Cel nie jest nagrodą „kiedyś”, za uporczywe i bolesne do niego dążenie „teraz”. Cel jest i kiedyś, i teraz. Bo to Cel tworzy Drogę. Tworzy ją z naszych kroków ku Niemu skierowanych. I tak może pojawia się miłość. To jest – droga – właśnie. Coś co jest i co tworzymy między sobą, cel i my. I wtedy może, nie będziemy pragnąć, lecz będziemy źródłem, a droga czyli Camino stanie się prezentem jaki otrzymujemy i jaki dajemy od siebie.

 

 


Moja najpiękniejsza książka 🙂 http://camino.zbyszeks.pl/droga/

4 thoughts on “Kwestia celu, czyli tam skarb twój gdzie serce twoje”

  1. Pieknie powiedziane .Czytałam powoli uzmysławiając sobie sens każdego zdania. I tak zgadzam się!!!! …… Cel…tworzy Drogę. Tworzy ją z naszych kroków ku Niemu skierowanych. Cel ” staje się pretekstem, który umożliwia doświadczanie nam drogi”…Z wszystkimi jej emocjami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *