Camino 2015, zdjęcia: dzień 027 Zeithain

Po dwóch dniach w wodzie i w chłodzie i o głodzie, zbudziłem się w Schönfeld chory. Migdały jak śliwiki, w głowie szum, czyli koniec. Ale co miałem robić, lekarza przecież nie będę szukał bo nie ma gdzie, a poza tym się nie dogadam. Tylko umierać albo wracać. Zaaplikowałem sobie udrzeniową dawkę witaminy C i naprzód. Zjadłem, już nie pamiętam, osiem albo dziesięć tabletek na śniadanie. Gdzieś po drodze spotkałem drzewo. Na nim niedojrzałe czereśnie. Najadłem się, choć były kwaśne. W Zeithain szefem kościoła okazała się być Pani. Nie wiem czy Pani Pastor, czy jakoś inaczej, bo tylko po niemiecku. Liczebnik ile euro mam zapłacić zrozumiałem. Pani Pastor okazała się wporządku, schronisko bardzo ładne, w brzuchu te kwaśne czereśnie. W dzień było ciepło. Na kolację znów uderzeniowa dawka witaminy C.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *