Camino de Santiago a poczucie humoru

20150613_123046

Pamiętam, gdy wchodziłem do Lipska zrobiłem zakupy w napotkanym supermarkecie. Zrozumcie dobrze, pielgrzym w Germanii spotyka sklepy dość rzadko, a takie tanie jak Lidl tym bardziej. Nakupiłem, ile mogłem. Obładowany plecakiem o wadze przekraczającej 15 kg radośnie wchodziłem do tego wielkiego miasta. W samym centrum dochodziłem do przejścia dla pieszych. Patrzę, a ruszającej dziewczynie zsuwa się z ramienia jasny sweter, spada na chodnik i już. Ona pędzi przed siebie, bo zielone. Inni też poszli. Zatrzymałem się, schyliłem, podnoszę. – Hej! – wołam za nią. – Hello! – Guzik, dziewczyna już tam przebiera kilkanaście metrów dalej. Szybki rzut okiem dookoła i zaczynam pędzić za nią, bo nie mam z tym swetrem w ręku co zrobić. Matko kochana. Leciałem za nią chyba kilkadziesiąt metrów, drąc się nieustannie po drodze: – Hello, Lady! – takie tam. Gdy wreszcie ją dopadłem, byłem cały spocony i myślałem, że kostka mi eksploduje. – Przepraszam – zasunęła tym kobiecym ujmującym tonem – miałam te słuchawki – pokazała mi małe białe „pchełki”.

Więc się potem z tego wszystkiego śmiałem, jak musiałem wyglądać, tak kłusujący za laską z latającym na grzbiecie plecakiem, pokrzykujący za nią. Rycerski Polak się znalazł. Śmiałem się też z kurnika Hansa, w którym przyszło mi nocować następnej nocy, choć mało mi w nim kręgosłup nie pękł, bo domek dla pielgrzymów właściciel zbudował chyba na podstawie własnego wzrostu.

Dziesiątki okoliczności i zdarzeń, po prostu traktowałem lekko, jakoś się z nich śmiejąc. Były i takie, kiedy już do śmiechu mi w ogóle nie było. A jednak, gdy tak na to wszystko patrzę, to właśnie poczucie humoru, zdolność żartowania z okoliczności, problemów, z samego siebie, może nawet z życia, z tego, co poważne, z tego, co ważne – wydaje mi się jakaś fundamentalnie ważna. Jakby to było coś dużo więcej, niż tylko śmiech. Jakby poczucie humoru, które tak czasem mi towarzyszyło, było wytwarzaniem dystansu. Stwarzaniem przestrzeni.

Takim czymś całkiem przeciwnym do tego, co na co dzień, przeciwnym do przybijania wzroku do spraw, do czynienia ich śmiertelnie ważnymi, ważącymi, poważnymi. Gdy wszystko staje się ważne i poważne, życie staje się ciężkie i gorzkie. Brnie się wtedy przez nie, jak przez pole zarośnięte wysokimi chwastami. I właściwie nie widać drogi pod stopami. Bo w naszych oczach rosną wszędzie te ważne rzeczy.

Trochę i taki charakter jest mojej religii, która jest śmiertelnie poważna. Rzucający żarty biskup, czy chichoczący kardynał są zupełnie nie do pomyślenia. Śmiertelnie poważna jest polityka, bo wiadomo, tam się decydują sprawy życia i śmierci, losów państw i narodów. Katastrofa w każdej chwili nam grozi. Trzeba się bronić, atakować, walczyć. Ważna jest każda nasza porażka, dlatego nie wolno jej popełnić. Każdy błąd, dlatego trzeba go uniknąć. Ważne są gesty, myśli, problemy.Najważniejsi jesteśmy w tym wszystkim my sami i nasze myślenie. A może jednak nie?

Może zdrowo jest z tego wszystkiego umieć się pośmiać. Poczucie humoru odbiera całemu temu gąszczowi spraw ich wagę. Ich śmiertelnie poważne znaczenie. I wtedy, gdy to wszystko znika, zaczynamy dostrzegać to, co naprawdę ważne. A co to takiego? To, co jest między nami. Między mną a drugim człowiekiem. Między mną a Bogiem. To te relacje są najważniejsze. Wszystko inne my czynimy ważnym i „Żebyś się nie ważył z tego dowcipkować!”. A może jednak?

Więc chwała wszystkim, co potrafią żartować, śmiać się, także ze swoich spraw i z samych siebie. Bo czynią życie lżejszym, bo pozwalają zobaczyć oczywistość, którą zasłania wkurzająca, śmiertelna powaga, że jesteśmy cudami na tej ziemi, stworzonymi dla siebie nawzajem, stworzonymi do życia, stworzonymi ostatecznie do miłości. A wszystko inne „śmiertelnie poważne” jest – jak to język mimowolnie przekazuje – śmiertelne, więc godne żartu, który odsuwa to trochę od nas, pozwalając zobaczyć właściwe proporcje i odzyskać równowagę 🙂

———————————————————————–

Książka z mojej pielgrzymki 🙂 http://camino.zbyszeks.pl/droga/

A tu śmieszne niemieckie śpiewanie. No starają się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *