Raport nr 4 z rozpowszechniania się „Drogi”

Niełatwe są między nami relacje. Najpierw to była krew, pot i łzy przy tworzeniu ponad tysiącstronicowej relacji. Potem zachwyt i ekstaza, że się udało. I ogromne nadzieje na przyszłość. Że wydadzą. Że poznają się. Że przecież… wiadomo, co w środku. Dalej przyjemny okres, burzliwego dość, rozpowszechniania się i wreszcie przyszła jesień, a potem zima.

Nikt cię nie chce, moja „Drogo”, z tych wielkich, usytuowanych, wyposażonych. Siedzą wysoko w swoich fotelach, na swoich pozycjach, zajęci przesypywaniem tego, czego ich nauczono. Czyż mogę mieć do nich pretensje? Pewnie, że mogę. Tyle, że to byłoby głupie. Po prostu głupie.

A jednak. A jednak ciągle nie możesz się skończyć. Ciągle ktoś cię czyta, podzieli się opinią o wrażeniach z lektury. I ciągle – ile razy można powtarzać „ciągle”? – są to wrażenia bardzo pozytywne.

Więc, choć już miałem o tobie zapomnieć, odłożyć cię na półkę z napisem „zapomnienie” albo tą z tytułem „odrzucenie”, ciągle do mnie wracasz. Czymże jesteś? – chciałbym zapytać. Bo droga to przecież coś niepomiernie więcej, niż droga po prostu. To coś „tak dużo”, że nie sposób opisać, ani wypowiedzieć. Może to nić życia, którą dane mi było, jakoś poprzez czas, emocje, zdarzenia i czynności wpleść w to życie przez duże „Ż”. Jak każdemu z nas zresztą.

Byłem w drukarni. Najpierw rozpoznanie zdalne, teraz wizyta techniczna. Tak można wydrukować. Tysiąc stron na jedną książkę?
– Nie ma mowy – kręci głową drukarz/wydawca – rozleci się.
– Nawet jak szyta?
– Nawet jak szyta.
– To co?
– To muszą być dwa tomy po pięćset.

Więc generalnie to jest do zrobienia. Serio. To możliwe. Cena za książkę w grubej oprawie i szytą a nie klejoną, taką na 500 stron, to 45-60 zł. przy małym nakładzie.  Może coś się da taniej, bo to pierwsza oferta.  Wiadomo. Książka z dwóch tomów, to by było 90-120 zł. Są ceregiele z watem i egzemplarzami obowiązkowymi. Ale może na święta? Choć to już późno.

Więc mógłbym poprosić potencjalnych czytelników o deklaracje czy chcą i potem przyjąć wpłaty. Byłoby zapotrzebowanie i finansowanie. Drukarnia spokojnie wydrukuje za te pieniądze. Byłaby realizacja. Ale tu pojawia się problem. Bo trzeba by ludziom, tę książkę sprzedać. A to transakcja i działalność gospodarcza. Partyzantka tu odpada. Więc koszt w postaci choćby ZUS. To nie dla mnie.

Więc mam kłopot ze stroną transakcyjną. Konstruktywne podpowiedzi mile widziane.

Chodzi mi też ciągle po głowie audio. Ale to na później. Bo trzeba by jakiś porządny mikrofon. A który porządny? A ile to? I tak dalej. I temu podobne.

Więc nie odkładam „Drogi” na półkę. Zawsze proszę i apeluję o jej polecenie, rzecz jasna tylko wtedy jak sama do siebie czytającego przekona. Jest to jedna z tych rzeczy, które zrobiłem w życiu, że gdy sobie o niej pomyślę, to się uśmiecham. To chyba jednak dobrze…

Na koniec liczby.
Ilość pobrań darmowych: 1 274
Ilość osób pobierających:     700  (szacunkowa)
Ilość recenzji po przeczytaniu całości: 5
Ilość dotacji: 4
Ilość zakupów ebooka: 8   (cena jest trochę zaporowa: 45 zł)
(większość i tak zjadają podatki i koszty dystrybucji)
Ilość informacji o tym, że książka jest czytana jest spora ale już już jej nie liczę.

Tak szczerze mówiąc to podziwiam ludzi, którzy tak długą książkę czytają w postaci elektronicznej. Wierzę, że „Droga” ukaże się drukiem.

Strona do deklarowania chęci nabycia „Drogi” drukiem już jest i działa. Można za jej pomocą taką chęć wyrazić. Jak chętnych nie będzie, to kłopot z głowy 🙂 Jak będą, to będzie doping, by jakość ten podmiot przeprowadzający transakcję znaleźć i całość doprowadzić do skutku. Zysk w każdym przypadku 🙂

3 komentarze do “Raport nr 4 z rozpowszechniania się „Drogi””

  1. Gdyby „Droga” była wydana tylko w formie drukowanej nie przeczytałabym więc dobrze się stało, przynajmniej dla mnie, że e-book jest.
    W wersji papierowej chętnie jedną kupię i wolę wersję jednotomową – zaraz się wpiszę na stronę.
    Gdyby udało się Pani poprawić literówki i błędy ortograficzne, które zakradły się do e-booka byłoby dobrze (mam go z Legimi). W porównaniu do innych i chudszych książek nie jest ich wiele ale w oko mi wpadały. Szkoda by było gdyby na papier zostały przeniesione.
    Pozdrawiam.

    1. A to ciekawe, że jej dostępność elektroniczna ułatwia dotarcie do odbiorców. W Polsce ebooki to chyba ledwie 5% rynku książki. Ale to może być zniekształcone tym, że lwia jego część to podręczniki.

      Co do literówek to jednocześnie ma Pani rację i zasmuca mnie. No bo… ja czytałem 4 razy tę książkę, usiłując literówki wyłapać. Zresztą, gdy kolega mnie poprosił o przeczytanie jego tekstu złapałem literówki u niego, a u siebie wrrrrrr.

      Korekta zawodowa to b. wysokie koszty. Więc oczywiście, przed wydrukiem, gdyby miał dojść do skutku, raz jeszcze przeczytam. Może kogoś namówię do współudziału. Ciężka sprawa 🙂

      Ale w pełni się zgadzam, że przecież – szkoda by było. Jak Pani pamięta choć jedną to proszę dać znać. Zawsze to pomoc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *