Camino, Samarytanie i kwestia bliźniego

Noth-west France
Noth-west France

A kto jest moim bliźnim? – zapytał uczony w Prawie, Jezusa z Nazaretu. To pytanie pozostaje jednym z kluczowych pytań każdego człowieka. Pozostaje pytaniem, na które nie możemy nie dawać odpowiedzi. I dajemy ją w rozmaity sposób.

Dla jednych inni bliźni to naród. Ludzie podobnego pochodzenia, mówiący podobnym językiem. Stąd idea narodów i ich państw. Stąd jej konsekwencje, też i takie oto, że ludzie byli mordowani z tej tylko przyczyny, że byli jakiejś narodowości.

Dla innych bliźni to ten, co wierzy w to samo i tak samo jak oni. Ma takie same poglądy. Podziela ich przekonania, na przykład religijne. Stąd idea wspólnoty wynikającej z religii albo z poglądów politycznych, ekonomicznych czy innych. Jesteśmy bliźnimi, bo jesteśmy takiego to wyznania, bo mamy takie same opinie na temat życia i świata. Komunizm, liberalizm, islam, katolicyzm. Ci co inaczej – to nie nasi bliźni. Przynajmniej nie naprawdę. Są obcy, ale łaskawie, chwilowo, tak ich możemy werbalnie i tolerancyjnie określać.

Jest jeszcze inny rodzaj spoiwa, łączności, tożsamości, który łączy ludzi w jedno, tak, że mogą myśleć o sobie: bracia, bliźni, bliscy. Ten trzeci sposób, nie wywodzi się ze wspólnego pochodzenia czy języka, nie polega też na wspólnocie wierzeń, przekonań i poglądów.

On te wcześniejsze kryteria przekracza i unieważnia, bo jest prawdziwy i realny. „Przechodził, obok okradzionego i pobitego Polaka, kapłan katolicki. I poszedł dalej. Przechodził też sąsiad, działacz polityczny i propagator słusznych idei. I poszedł dalej. Przechodził też Niemiec, co był protestantem, a może niewierzącym.  Ten właśnie pochylił się, zapytał co się stało i pomógł pobitemu. Który z nich okazał się bliźnim pobitego?” Tak w dzisiejszych czasach brzmiałaby przypowieść Jezusa o miłosiernym Samarytaninie.

Na Camino można zrozumieć, że prawda o ludziach, o tym co ich łączy, nie leży w ich poglądach, w ich wierzeniach, w ich pochodzeniu. Leży ona, i o tym mówił Jezus, w tym co robią sobie nawzajem. Jacy są dla siebie. Czy przejawiają kąśliwość, zajadłość i obojętność względem drugiego. Czy otwartość, szacunek i chęć pomocy. To Samarytanin, obcy i innowierca okazał się bliźnim napadniętego Izraelity. Gdy Jezus uzdrowił dziesięciu trędowatych, tylko jeden wrócił, by podziękować. I znów nie był to jego rodak ani współwierzący, tylko inny Samarytanin.

Na Camino dowiadujemy się, że braterstwo i wspólnota przekracza pierwotne, plemienne odniesienia. Przekracza też ideologiczne i wyznaniowe ramy. Bo sprowadza się do rzeczywistości działań i postaw wobec innego człowieka.

Nie jest już ważne czy jesteś Amerykaninem, Australijczykiem, Niemcem, Koreańczykiem, Polakiem, Francuzem. Nie jest wcale ważne jakiego jesteś wyznania. Ważne jest, kim jesteś dla ludzi. Z tego powstaje realna wspólnota. To właśnie, nie poglądy czy konkretne praktyki, jest jej materią.

Camino jest tym miejscem, gdzie takiej wspólnoty można doświadczyć. Doświadczyć, to coś o wiele więcej niż zrozumieć czy się dowiedzieć. Bo doświadczyć to znaczy przeżyć, to znaczy dotknąć i być dotkniętym. Czego? Prawdy o tym jak jest. Prawdy o tym, że nie po tym was poznają, że będziecie uczestniczyć w obrzędach religijnych gorliwie. Nie po tym was też poznają, w jakim języku będziecie mówili. Ale po tym, że „miłość wzajemną mieć będziecie”. A to znaczy pomoc. A to znaczy szacunek. A to znaczy wspólną, radość, wysiłek, poleganie na sobie. A to znaczy troskę.

Więc Camino to jakaś wielka kuźnia. Kuźnia chrześcijaństwa. Tego prawdziwego. Tego, które było rewolucją w ustach Mistrza z Nazaretu. Tego ludzkiego, w którym każdy człowiek może się odnaleźć, nawet jeśli myśli, że nie wierzy. Bo Bóg to nie zestaw poglądów. Bo Bóg to miłość. A miłość to działanie. I to jeszcze jedna z nauk, jakie można pobrać na tej cudownej i niezmierzonej drodze do świętego Jakuba w Santiago. Na Camino.

20150709_163337

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *