Jesteśmy uratowani

Generalnie sytuacja człowieka jest nie do pozazdroszczenia. Zewsząd zagrożenia i niebezpieczeństwa. Wszystko dybie na niego. W końcu… śmierć, bliższym czy późniejszym. Do d**y z takim życiem.

Niektórym się poszczęści. Mają swój czas, konsumpcji. Związków, majątku, przyjemności, doznań, uznania, władzy, sławy, zdrowia itd. Ale ten czas nie wszystkim dany i nie na stałe. Czas drugi, czas gdy nas zaboli, gdy perspektywy runą, gdy nie potrafimy sobie poradzić, gdy już nic… – zdarza się równie często, jeśli nie częściej.

I można dojść do sytuacji, gdzie już nic nie ma sensu. Żadne nasze poczynania nie prowadzą do dobrych skutków, nie zmieniają naszego położenia, a jak spróbujemy, to na gorsze wychodzi. Jednym słowem życie jest fatalną pułapką, z której nie mamy jak wyjść.

Rzecz jednak w tym, że upatrujemy swojego wyzwolenia, swojej radości, swojego spełnienia w czymś, co jest dookoła nas. W tak zwanej rzeczywistości. Gdy owo coś, co dla nas uczyniliśmy nieświadomie, warunkiem szczęścia, padnie, to po nas.

Jak byśmy się nie gimnastykowali, zawsze szukamy tego czegoś, czego nie mamy. Bo to nam potrzebne, bo z tym wiążemy swoje samopoczucie, swoje poczucie szczęścia.

I bywa, że Bóg (o ile istnieje) odziera nas. Odziera nas ze wszystkiego, co nam drogie. Hiob się kłania. Odziera nas tak, aż nic nam nie pozostanie poza głuchą rozpaczą. I ewentualnym spostrzeżeniem, że wszystko „w czym pokładamy nadzieję” może być nam zabrane. Na serio. Łącznie z życiem i szacunkiem.

I dochodzi się wtedy do nieśmiałego przypuszczenia.
– To może Bóg…
– Ale co Bóg?
– No… to może Bóg, mógłby być adresatem tej nadziei. Może w nim ją pokładać?
– No a co ze wszystkim innym?
– Nie wiem, po prostu nie wiem. Wszystko inne i tak… Więc może jednak w Nim?
– No ale zawsze przecież w nim, tę nadzieję też pokładaliśmy.
– No wiem, ale tym razem… na serio.
– A to nie było na serio? To poprzednio?
– A było?


7 thoughts on “Jesteśmy uratowani”

  1. Pierwszy akapit. Dziwny pogląd na życie. Nie można skupiać się na klęskach.
    Poczucie klęski czy sukcesu to są wewnętrzne stany umysłu.
    Może warto sobie rano (albo i trzy razy dziennie) powtarzać takie słowa:
    „Rób to co możesz, z tego co masz tu gdzie jesteś. A o resztę się nie martw.”
    ALbo przeczytac sobie od czasu do czasu jakąś książkę Briana Tacy’ego na temat auto motywacji…

    1. Dziękuję za komentarz. Nie będę tu wyjaśniał, bo temat dość rozległy. Zresztą, późniejsze akapity mogą naprowadzić na główną myśl tekstu, która może nie jest wyłożona od razu w prosty sposób, cytuję:
      „Rzecz jednak w tym, że upatrujemy swojego wyzwolenia, swojej radości, swojego spełnienia w czymś, co jest dookoła nas. (…) Gdy owo coś, co dla nas uczyniliśmy nieświadomie, warunkiem szczęścia, padnie, to po nas.”

      Może rzecz w tym, że przekaz medialny jest taki, że przed klęską uciekamy, wszyscy chcemy oglądać sukces. Więc może warto odwrotnie. Nie chodzi więc o skupianie się, co raczej o przyjrzenie się. Konstatację jak jest i jak czujemy. I to przyjrzenie się może prowadzić do wniosków, jak Pan właśnie przytoczył. Że to najczęściej opinie. Ale opinie wynikające z porównania, stanu upatrywanego w rzeczywistości zewnętrznej z tym faktycznym.

      Wśród szerokiej palety autorów od pracy nad charakterem, motywacją itp. są chyba lepsi od Briana Tracy 🙂 To facet, który reklamuje zjadanie żaby „Eat that frog”.

  2. „O ile Bóg istnieje…”
    Zastanawiało mnie to w trakcie lektury Pana książki, ale tu to stwierdzenie mnie uderzyło. To Bóg, przez duże B, istnieje czy nie istnieje dla Pana?
    To wątpliwość czy chęć (świadoma czy też nie) bycia poprawnym a może jakaś asekuracja?
    Proszę tych pytań nie traktować jako złośliwość. To z mojej strony chęć poznania Autora. W wielu aspektach postrzegam świat podobnie jak Pan. Brakuje mi tej kropki nad przysłowiowym „i”, a nią będzie odpowiedź na moje pytanie, osobiste pytanie ale pisząc i wydając książkę wpuścił Pan czytelników wgłąb tego co osobiste.
    „Niech mowa wasza będzie tak, tak, nie, nie…”
    Pozdrawiam!

    1. Pani Ewo. Mateusz 32: „32 15 Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. 33 Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. ”

      Więc nie oszukujmy się. Odpowiem na Pani pytanie, szczerze i osobiście.

      Moim zdaniem Bóg istnieje. Istnieje dużo bardziej niż ja sam czy ten świat. A jednak, to nie jest tak, że nie mam wątpliwości. To nie jest tak, że ja to WIEM.

      Jest to dla mnie kwestia wyboru, kwestia decyzji i ostatecznie rzecz biorąc, kwestia wiary. A wiara to nie jest wiedza. A wierze, mojej przynajmniej, towarzyszą, tak bywa, wątpliwości.

  3. Dziękuję za odpowiedź.
    Biorę udział w dobrych zawodach i za św.Pawłem chciałabym na mecie powiedzieć, że bieg ukończyłam, wiary ustrzegłam. Tego też Panu życzę.
    Lekko nie jest.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *