Rok temu

20150917_012333Rok temu zakończyłem moją podróż. Nie było już dalej. Drogi przede mną. Dopiąłem jedno z największych, jeśli nie największe przedsięwzięcie w moim życiu. Przeszedłem z domu do Santiago de Compostela, a potem do Muxia i Finisterra.

Co się zmieniło? Jak widzę to teraz? Co się stało w ciągu tego roku?

Pamiętam, że był czwartek i bardzo gorąco. Droga była piękna, ale dłużyła mi się w ostatniej fazie. Finisterra ładna, alberga w miarę i to niezwykłe poczucie po czterech miesiącach ciągłego marszu, że już nie ma dokąd.

Czy się zmieniłem w wyniku tej pielgrzymki? Nie wiem. Na pewno nie drastycznie. Wiele zrozumiałem. Także i to, że życie to stała pielgrzymka, czyli codziennie trzeba jakoś tam, do przodu i życie nie polega na tym, żeby odnaleźć jakiś stan, jakąś mądrość, jakąś postawę, która da nam szczęście, tylko polega na ciągłym zmaganiu się, szukaniu, ciągłym marszu.

Czy zmieniło się moje nastawienie i życie religijne? Chyba tak. Powiedziałbym, że się urealniło. Religia jak i szereg innych sfer, staje się często w życiu, przynajmniej tak było w moim, przestrzenią odgrywania zaplanowanych ról. Wiemy co powiedzieć, jak się zachować, co czuć, co ma być.

Pielgrzymka taka jak moja, stawia człowieka w sytuacjach, gdy już nie wiadomo co będzie, co robić i jak ma być. Pozwala albo raczej zmusza do porzucenia ról. Napuszonych prawd. Dostojnych zwrotów. Zostaje goła prawda, o człowieku, o jego stosunku do Boga. I tyle.

Przez ten rok, od kiedy dotarłem do Finisterry napisałem książkę. Ha. To prawie taki wyczyn dla mnie jak sama pielgrzymka. Wcale w nią nie wierzyłem. Ciągle słyszałem za uchem, swoje – swoje? – własne wątpliwości: nie rób tego, nikomu to niepotrzebne, to bez sensu. A jednak pisałem. Dzień po dniu, tak jak szedłem, wiernie i prawdziwie. I w końcu… ponad tysiąc stron. Omatko 🙂

Zabrało mi to pisanie czas od września ubiegłego roku aż do sierpnia bieżącego. Za długo. Za dużo. A może właśnie dobrze. W sumie, dzięki temu, ta pielgrzymka wróciła jakoś i do mnie, choć chciałem, żeby była dla innych. Gdybym tego nie napisał, utonęłoby to wszystko. To jedna z nauk jakie wyniosłem z tej długiej drogi, trzeba cenić i przypominać rzeczy wartościowe. Bo same ze siebie się nie utrzymają.

Dziś w Polsce piękny dzień. Może ostatni taki ciepły, bo zaczyna się jesień. Dwa dni temu byłem w lesie. W ciszy, w morzu blasków słońca spadającego z góry i smug cienia od koron drzew, raz po raz spadały liście. Tańczyły w powietrzu, opadając niżej i niżej. Było słychać owady.

Natura jest czasami zupełnie niesamowita. Pokazuje nam swoje piękno i przemijanie. Dwie rzeczy na raz. Przeciw takiemu połączeniu buntuje się człowiek, buntuję się ja. Ale to zły bunt. Wszystko przemija. Na tym świecie. Tylko to co poza nim, pozostaje, wciąż słoneczne, jak ten las dwa dni temu.

Dziś, po roku od dotarcia do Finisterra, nadal jestem wdzięczny. Wdzięczny sobie za decyzję, upór i odwagę. Wdzięczny wszystkim niezwykłym ludziom, których spotkałem i którzy mi pomogli. Wdzięczny jestem Bogu, za wszystko, bez wyjątku. Wciąż w niego jakoś… wierzę.

Życie „w cywilu” jest inne. Kieruje się innymi prawami i zasadami. Dawniej miałem zacięcie do interesowania się czy komentowania życia politycznego. Dziś, gdy patrzę na takie komentarze, to jakoś jestem z boku. Irytuje mnie zapalczywość, krótkowzroczność, wieczny zgiełk, z którego – nie oszukujmy się – często niewiele wynika.

Inne rzeczy są ważniejsze. Prawdziwsze. Bezpośrednio nas dotykające.

Więc cieszę się, cieszę się, że poszedłem i doszedłem. Życzę każdemu, dojścia do Santiago, na jego własną miarę i jakieś przeznaczenie. Życzę każdemu doświadczeń, które budują, które pozwalają dostrzec życie z innej strony. Czy mam jakieś plany? Pragnienia? Jeszcze raz?

Teraz nie. Kiedyś… Chętnie bym przeszedł Camino portugalskie, ale to nad samym morzem. Może kiedyś przez północne Niemcy i Północną Francję z jej kolebkami? Może przez Alpy? A może, to niemożliwe, pójść w przeciwną stronę.

Jeśli będzie taka potrzeba, żeby pójść, to będę to wiedział. Wiedział dokładnie. I wtedy pójdę. Dziś tak nie jest. Dziś walczę i szukam możliwości, żeby książka przepchnęła się do szerszej publiczności, żeby stała się faktem materialnym, a nie tylko elektronicznym.

Dziś zajmuję się tysiącami spraw związanymi z codziennym życiem. Ale wiem. Wiem, że to Camino jest jakoś tak jak latarnia morska w moim życiu. Że jest takim światłem. I kogo nie spotkałem i z kim nie rozmawiałem, z tych co przeszli Camino, to mam wrażenie podobne, że jaśnieją od tego przejścia. Od tej pielgrzymki. Od tego doświadczenia. Że to coś, co życiu nadaje smak, ubarwia je, przydaje sensu i zrozumienia.

Pochmurno już. Pora zapisać bloga. Opublikować go. Dać odnośniki na facebooku. Wieczorem trzeba się będzie pomodlić. Za wszystkich pielgrzymów. Tych co doszli i mogą powspominać. Tych co właśnie teraz przemierzają ścieżki Camino. I tych co dopiero pójdą. Żeby doświadczyć, żeby zrozumieć, żeby dojść do apostoła Jezusa Chrystusa.

20150917_230459

8 thoughts on “Rok temu”

    1. Dziękuję za informację. Faktycznie można. Ale trzeba znać rynek. To jest jedno z „wydawnictw”, które dochody czerpie od Autorów książek, czy tych co finansują ich wydanie, a nie ze sprzedaży czy rozprowadzania wydawanych książek.

      Co za tym idzie? Dwie sprawy. Wydanie książki trzeba opłacić u nich samemu w całości. Cena za to wydanie będzie wysoka, bo od tego zależy zysk, a więc byt wydawnictwa.

      Dla książki dwutomowej, bo o takiej wypadałoby mówić, w twardej dobrej oprawie, przy każdym tomie rzędu 500 stron (to orientacyjnie) cena za wydanie u nich jednego tysiąca egzemplarzy to ok 80 000 (słownie osiemdziesiąt tysięcy) netto.

      kalkulacja jednego tomu książki w rozpisani.pl

      Istnieją wydawnictwa gdzie można to zrobić mniej więcej za połowę tej kwoty. Książka niestety obszerna jest 🙂

      Tak czy inaczej w dowolnej konfiguracji, ten sposób wydania jest poza moją perspektywą. Nie dysponuję takimi środkami nawet w przybliżeniu.

      Oczywiście, w opisywanym przypadku, ten kto płaci za wydanie czerpie całość przychodów ze sprzedaży, a w modelu tradycyjnym, gdzie to wydawnictwo swoim kosztem wydaje książkę, autor dostaje 7% od ceny okładki, ale potrącić trzeba jeszcze podatki, a jak początkujący to może i mniejszy procent. Ale za to książka się rozchodzi 🙂

  1. Dziękuje Panie Zbyszku za Książkę, jest po prostu dobra.
    Czytając wspomnienia stają się żywe, takie bliskie mojemu sercu,
    Za niecałe 2 tygodnie wracam na szlak tym razem krótki Primitivo z Aviles .
    Pozdrawiam i życzę dużo dobrego…

    1. Dziękuję za komentarz panie Mariuszu. Jeśli przeczytał Pan książkę w całości, to proszę o krótką, szczerą recenzję (tu albo na stronie książki na facebooku). Parę zdań wystarczy. Staram się by dotarła ta książka do ludzi, takie opinie/recenzje mogą mi trochę pomóc. Niech Pan ją też poleci znajomym, jeśli będzie Pan mógł. Wydawnictwa nawet katolickie jakoś się boją tego tematu 🙂

      Primitivo jest podobno bardzo piękne. Wiem jednak to tylko ze słyszenia. Niech tam Pan Bóg czuwa i Buen Camino!

      1. Dziękuję za życzenia,
        Książkę przekazuję dalej znajomym,
        Książka przenosi mnie na Drogę, tak jak bym tam był,
        Czuję głęboką szczerość w pana przekazie i piękne poetycki opis przyrody.( nie jestem dobry w ocenach)
        Dziękuję i jeszcze raz życzę wszystkiego co dobre…

        1. Dzięki. Cieszę się, że przekaże Pan tę książkę dalej. To dobrze. Co do szczerości w niej, to jest ona – brutalna 🙂 To znaczy bez osłonek. Proszę tak nie myśleć (pisać Pan może), że nie jest Pan dobry w ocenach. To niedobra nasza przypadłość.

          Otóż książka (każda) jest kierowana do Ludzi. I Każdy z nich jest w 100% dobry w jej ocenach 🙂 Bo taka natura rzeczy, choć media i „eksperci” starają się ludziom sprzedać ich niedoskonałość w tym zakresie :)Po co? Żeby sprawować jakoś „rolę przewodnią”.

          Jeśli przeczytał Pan więc całość, albo gdy Panu się to uda, namawiałbym do kilku zdań opinii w formie komentarza (choćby powtórzenia tego co w tym komentarzu) na stronie: http://camino.zbyszeks.pl/droga-recenzje/
          Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *