Dyscyplina na camino

20150811_074550Camino wymusza dyscyplinę. Graweruje ją w człowieku. Im dłuższa jest droga do pokonania, im trudniejsza dla tego, kto nią podąża, tym większa dyscyplina jest warunkiem by dojść.

Nie tylko by dojść, ale także by iść w jakimś znośnym stanie, by korzystać z chwil radości i przyjemności wtedy gdy się nadarzą, by zabezpieczyć się przed bolesnymi konsekwencjami nieuwagi czy partactwa.

Bez dyscypliny, droga czyli camino zwali się nam na głowę. Siada ta droga nam na plecach i uczy nas, porządku, konsekwencji, samoorganizacji.

W codziennym życiu radzi byśmy od dyscypliny uciec. Pogrążyć się w radosnym podążaniu za impulsami, chęciami, pragnieniami żeby teraz, tutaj, do dna. Żeby spontanicznie, swobodnie, z rozmachem.

Camino uczy, że żeby to wszystko było możliwe, ta radość, ta spontaniczność, żeby w ogóle dojście było możliwe, najpierw trzeba sobie narzuć ramy. Obowiązki. Powinności.

Trzeba wstać o określonej porze, a nie kiedy się chce. Trzeba dokładnie spakować plecak, by nic nie zginęło, by nie przeważał na jakąś stronę i nie wyginał pleców w drodze. Trzeba mieć wszystko poukładane, bo zginie, bo zapomnimy. Trzeba dbać o stopy, o higienę, trzeba systematycznie prać swoje rzeczy. I trzeba iść, wiele kilometrów dziennie.

To wszystko po prostu „trzeba” sobie narzucić. Dyscyplina okazuje się siłą porządkującą „uroczy” bezład. Jakąś niemal metafizyczną wartością, która z chaosu wydobywa porządek, piękno, wszelkie dokonania.

Camino uczy nas także, że na wszystko musimy jakoś zapracować. Że coś z siebie musimy dać, aby cokolwiek było możliwe. Że musimy sobie nałożyć ramy, to jest ograniczyć samych siebie, żeby wykonać krok naprzód. Musimy stracić, część wolności, żeby wolności niepomiernie większej doświadczyć.

Podobne przesłanie zdaje się nieść kultura i myśl Dalekiego Wschodu. To tam narodził się, będący apoteozą spontaniczności, Taoizm. Dziś, spontaniczność, spontaniczne działanie, postrzeganie, postawy są celem i ideałem Zen. A przecież Zen w swojej praktyce, to niezwykła dyscyplina właśnie.

W Europie „apostołami” dyscypliny są Niemcy. Na południu kontynentu już całkiem inaczej, fiesta, zabawa i autobus odszedł przed czasem.

Camino uczy jak wielką wartością jest dyscyplina. Uczy dla niej szacunku i pietyzmu. Ale uczy czegoś więcej. Tego, że nie jest ona celem, ani wartością ostateczną. Jest niezbędnym środkiem, narzędziem, w sumie także – drogą.

Uczy nas Camino, że człowiek to nie jest jakiś twór matematyczno-filozoficzny, który można zdefiniować i którego potrzeby i powinności można zadekretować jakimiś skończonymi formułami, zbudowanymi ze słów.

Więc dyscyplina pozwala na spontaniczność, a spontaniczność bez dyscypliny obraca się niewolny chaos, w którym nasza wola ginie i stajemy się teatrem wiejących wichrów, i nie zdążamy nigdzie i de facto – giniemy.

Na camino dowiadujemy się, ze człowiek to balans, falowanie, wieczne szukanie równowagi. I to też jest piękne. Bo to jest życie, zawsze zmienne, zawsze szukające, wiecznie tęskniące, do czegoś większego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *