Petrykozy czyli Polska to nie jest kraj dla pielgrzyma

Z Wieniawy postanowiłem nie iść Poboczem głównej drogi ale nadłożyć dystansu i pójść na południe przez pobliską puszczę. Sam odcinek przez las wydawał się niedługi 8 km. Nie miałem zaplanowanego noclegu ale na wsi ludzie lepsi nie skażeni cywilizacją a jakby co to przecież i kościół jakiś będzie to pracują.

20150520_170003

Puszcza okazała się jednym wzniesieniem. Tak że po długim podejściu staw skokowy odmówił posłuszeństwa sygnalizują przeciążenie. Fakt było wciąż pod górę a ja się spieszyłem.  Miała być burza a chciałem wyjść z tego lasu. Dlatego przeciążyłem nogę. Koniec świata. Była 15 30. Po krótkim odpoczynku ruszyłem dalej tym razem bardzo powoli. Zaczęła się  burza. Sam w środku głębokiego lasu. Z góry ściana wody, wokół strzelają pioruny, do ludzkich zabudowań ponad godzina drogi. Super dyskoteka.

20150520_141313

Z tym moim chwilowo przeciążonym stawem w strumieniu jakim zaczęła się stawać leśna droga z ogromnym trudem posuwałem się naprzód.

O ok 18 pokazała się tabliczka z nazwą miejscowości. Kurzacze czy jakoś tak. Wybawienie. Cywilizacja. Bylem już mocno zmęczony. Nie ma kościoła. Ciągle leje. Domy zanurzone w nieobecności. Wszystko pozamykane. Żywej duszy. Nic to w następnej miejscowości będzie kościół.

Kamienna Wola. 19. Ciągle leje. Padam z nóg. Albo tak mi się wydaje.

-Jestem pielgrzymem.  Czy mogę odpocząć na pół godziny?

– Nie. Mamy małe dziecko.

– Jestem. ..

Dialogi się powtarzają. Zaczynam zebrać o nocleg w stodole.

– Nie bardzo. ..

Pięć, dziesięć razy. Zapewnienia o tym że pielgrzymuję o paszporcie  pielgrzyma w ten ciemny ulewny wciąż wieczór, dają ten sam negatywny efekt. Nie wolno mi schronić się przed deszczem na chwilę ani przenocować w stodole. Dostaję wiadomość że kościół jest o 7 km.  Petrykozy. Łatwo powiedzieć jest już 19 jestem zmęczony i przemoczony. Jest ciemno.

Idę przynajmniej jeśli dojdę to w końcu znajdę schronienie. Wiejska droga. Las. Ciemno. Deszcz. Zapada nic. Trwa to wszystko strasznie długo. Widzę niewyraźny napis. To tutaj. Jeszcze trochę. Jest. Nareszcie. Budynek kościoła.

Zachodzę na plebanię. Po dłuższym dzwonieniu wreszcie ksiądz.

– O. Widzę pielgrzym!

Jak dobrze. Pokazuję paszport z prośbą o wpis.

– A jak z nocowaniem ?

– No właśnie proszę księdza. Czy mógłby ksiądz pomóc? Nawet tu na zewnątrz plebanii jest zadaszenie i nie pada – podaję wersję ostateczną. Mógłbym tam się zawinąć w śpiwór i przetrwać do rana, bo choć wieje to nie leje się z góry.

Ksiądz robi strapioną minę.

– Wie pan ja bym chciał ale ja nic nie mogę.

Idzie zapytać księdza proboszcza. Wcześniej wypytuje o pielgrzymkę. Robi wpis w paszporcie. Rozpoznaje na wcześniejszym wpisie swojego nauczyciela z seminarium. Wszystko będzie dobrze. Rozmawiam z psem który leży na podłodze.

– No niestety.

????

– Wie pan co.  Najlepiej zapytać u ludzi. Znam takich.  – Tu pada polecenie pewnego domu.

– Do Opoczna jest 9 km. – tłumaczy dalej sympatyczny ksiądz.

Jest noc. 21. Leje. Odchodzę. Tu też nie wolno mi zostać. Nawet na zewnątrz.

Idę drogą na opoczno. Albo mi się tak zdaje. Może to droga do nikąd?  Na kapelusz założyłem migające latarkę bo na takiej drodze w nocy może mnie łatwo spóźniony kierowca nie zauważyć. W migającym świetle krople deszczu niczym kreski.  Wszystko się w nim „telepie”. Samochody mijają mnie zmuszając czasem do zejścia sam nie wiem gdzie. Droga deszcz i noc. Jestem sam. Mijam pięknie przestronne kapliczki. Idę. Ciągle idę. Kapelusz przemókł. Zimno mi w głowę. Wciąż pada.

Nie wiem jak długo to trwało. To znaczy teraz wiem. Szedłem szybko. Mijałem samochody. Posterunek policji. Nie wejdę tam. Wchodzę. Pierwszy normalny człowiek na tej drodze. Policjant. Doradził mi jak znaleźć najbliższy nocleg. Hotel. Płacę drogo. Znaczy jak dla mnie. Idę spać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *